„Domyśl się” – jedna z najbardziej podstępnych przeszkód w komunikacji

„Domyśl się” – jedna z najbardziej podstępnych przeszkód w komunikacji

Z cyklu „Między słowami”

W zeszłym tygodniu mieliśmy przyjemność wystąpić z wykładem o komunikacji na Wrocławskim Forum Ojców (gorąco polecamy inicjatywę, jaką są Kluby Ojca, o tym wrocławskim poczytacie tutaj). To było bardzo ciekawe doświadczenie — mówić do grupy samych mężczyzn, poczuć ich energię i gotowość do słuchania o relacjach, pomimo sennej popołudniowej pory. A że wykład dotyczył komunikacji i przeszkód, które potrafią skutecznie utrudniać porozumienie, dziś naturalnie przechodzę do zapowiadanego cyklu „Między słowami”.

Z biegiem lat zrozumieliśmy, że największe napięcia w małżeństwie nie wynikają jedynie z różnego podejścia do pieniędzy, obowiązków, seksu czy różnic wychowawczych. Najwięcej trudności pojawia się gdzieś pomiędzy słowami: w założeniach, interpretacjach i niewypowiedzianych pragnieniach. W tym cichym oczekiwaniu, że druga osoba „powinna sama wiedzieć”.

Dlatego zaczynamy od jednego z najbardziej powszechnych zakrętów komunikacyjnych — od słynnego „domyśl się”.

Wrocławskie Forum Ojca (fot. Fot. Ola Majchrzak)

Dlaczego „domyśl się” pojawia się tak często?

U wielu kobiet naturalnie rozwija się umiejętność wychwytywania subtelnych sygnałów emocjonalnych. Macierzyństwo wzmacnia to jeszcze bardziej — małe dziecko komunikuje się głównie napięciem ciała, miną, płaczem. Trzeba więc wyczuwać, interpretować, domyślać się, by zapewnić mu opiekę o spełniać jego potrzeby.

I gdzieś w tle rodzi się przekonanie, że skoro ja potrafię odczytać emocje i potrzeby innych, to druga strona też powinna. A jeśli nie — to pewnie „coś jest nie tak”.

Tymczasem różnice są naturalne.
Trochę jak z widzeniem: jedni widzą ostro, inni nie wyłapują szczegółów. I to nie kwestia dobrej woli, tylko różnic w odbiorze świata.

Pod anegdotycznym „domyśl się” rzadko kryje się kaprys. Najczęściej — jakaś bardzo realna potrzeba. I lęk. Lęk, że gdy poproszę wprost, to „straci wartość”. Albo że poproszę i nie dostanę — a to będzie bolało jeszcze bardziej.

Trzy potrzeby, które najczęściej stoją za „domyśl się” – z kobiecego punktu widzenia

1. Potrzeba bycia widzianą — w całości: jako kobieta, jako człowiek, jako partnerka

To nie jest tylko chęć usłyszenia od czasu do czasu „ładnie wyglądasz” ani potrzeba dotyku dla samego dotyku. To coś głębszego: pragnienie, by czuć się naprawdę zauważoną. Widzianą nie tylko w roli matki, organizatorki i osoby „od ogarniania”, ale jako kobieta — zmysłowa, wrażliwa, ale też myśląca, ciekawa świata, intelektualnie obecna.

Chodzi o takie widzenie, które obejmuje całość: ciało, emocje, intelekt, piękno, głębię. Bycie zauważoną nie tylko wtedy, gdy czegoś ode mnie potrzeba, ale tak po prostu — z dobrej woli, z uważności, z czułości.

Kiedy ta potrzeba zostaje na zbyt długo niewypowiedziana, potrafi się schować gdzieś w środku i zaczynać uwierać. Nie od razu dramatycznie — raczej cicho, ale coraz mocniej.

2. Potrzeba współodpowiedzialności — żeby nie wszystko było na mojej głowie

To chyba jedna z najbardziej „codziennych”, a jednocześnie najgłębszych potrzeb.

Wiele kobiet mówi: „Ja nie chcę wydawać poleceń. Ja nie chcę zarządzać. Ja chcę współudziału”.

Chodzi o to, by nie musieć ciągle przypominać, pilnować, delegowaćmonitorować, co trzeba zrobić w domu. Bo jeśli coś jest na mojej liście i ja muszę to delegować, to wciąż… jest moje. Nawet jeśli tylko mentalnie

A tymczasem ona chciałaby czasem poczuć ulgę, że on sam widzi, co jest do zrobienia, że sam bierze za to odpowiedzialność, że sam pamięta — a nie dlatego, że sto razy o tym mówiła.

To nie jest potrzeba „żeby robił więcej” — tylko by nie musiała być kierownikiem własnego domu.

3. Potrzeba bliskości emocjonalnej i fizycznej

Bliskość, która nie jest obowiązkiem ani oczekiwaniem, tylko sposobem bycia razem. Dłuższe przytulenie, pocałunki i masaż, siadanie obok — ale też ta bliskość, która pojawia się, kiedy ktoś patrzy na ciebie z serca, a nie tylko z przyzwyczajenia.

To bliskość, która reguluje napięcia, uspokaja ciało, przywraca poczucie „my”.

Gdy on tych potrzeb nie zauważa, pojawia się – „domyśl się”. Tu pewnie niektórzy z Was pomyślą, ale przecież wystarczy, że sami siebie uznajemy, zauważamy i doceniamy. Jasne, to szalenie ważne, jednak wydaje mi się, że szczęśliwy związek z inną osobą również na tym polega.

Historia Jacka i Agaty — obrazek, który łatwo odnaleźć w rzeczywistości

Agata i Jacek są małżeństwem od kilkunastu lat. Oboje zapracowani, zanurzeni w codzienności. Ona coraz częściej ma poczucie, że z wybranej przez niego kobiety stała się partnerką w projekcie logistycznym o nazwie „rodzina”. Brakuje jej rozmów, czułości, spojrzeń pełnych bliskości, odrobiny ekscytacji.

Chciałaby o to poprosić, ale boi się, że proszenie odbiera wartość temu, co powinno „przychodzić samo”. A jeśli poprosi i nic się nie zmieni — będzie bolało jeszcze bardziej. Więc milczy, licząc, że Jacek sam to zobaczy.

Jacek naprawdę ją kocha. Ale jest zmęczony, przytłoczony. A kiedy Agata się złości lub wycofuje, on słyszy pretensję albo komunikat, że znów jest niewystarczający, że coś zawalił – nie wie nawet, co to było, co zrobił albo czego nie zrobił. I zamiast się zbliżyć — zamyka się, żeby „nie pogorszyć”.

I tak w ciszy między nimi powstaje mur, choć oboje stoją po tej samej stronie. To właśnie w takich sytuacjach „domyśl się” staje się bolesną, choć niezamierzoną, przeszkodą.

Jak wyjść z błędnego koła domysłów?

1. Mów o potrzebach

To trudne, ale często kluczowe: druga osoba nie czyta myśli. I nie dlatego, że jej nie zależy — tylko dlatego, że ma inne narzędzia emocjonalne.

Warto mówić o swoich potrzebach z konkretem, ale bez roszczenia:

  • „Kiedy mówisz mi, że jestem dla Ciebie jedyna i wyjątkowa, czuję się z Tobą bliżej. Chciałabym tego więcej.”
  • „Kiedy robisz [konkret], czuję się ważna — i pragnę tego częściej.”
  • „Chcę Ci powiedzieć, co sprawia, że czuję się kochana. Nie mówię tego jako krytyki.”

2. Lepsze zrobione niż idealne

Warto uczyć się przyjmować to, co druga strona robi — nawet jeśli robi to niedoskonale. Często wysiłek znaczy więcej niż spontaniczny impuls. Co więcej, sam fakt, że podejmuje to działanie świadczy o miłości.

3. I ważne: to, że ona mówi, nie oznacza, że ty zawodzisz

Dla męża: jeśli ona zaczyna mówić o swoich potrzebach, to nie jest ocena ani rozliczenie. Ona mówi o sobie, bo cię wybiera, bo jej zależy. To dowód zaufania — nie pretensja.

Wasza relacja dojrzewa. Wchodzi w etap, w którym zamiast zgadywać w ciszy, zaczynacie spotykać się w prawdzie. A prawda, choć czasem bywa niewygodna, daje najwięcej bliskości.

Ale — i to ważne — jeśli ona mówi, zrób, o co prosi. Tak, jak potrafisz. Z zaangażowaniem. I rób to również wtedy, gdy nie poprosi. Zauważ ją: jej piękno, jej siłę, jej delikatność i jej intelekt. Bądź czuły.

Wtedy naprawdę — nie będziesz musiał się już domyślać.

A teraz pytanie do Was

Czy przeszkoda „domyśl się” pojawia się w Waszej relacji?
Jaką potrzebę przykrywa najczęściej?

A jak widzą to mężczyźni, czy oni również nieświadomie stosują niemówienie wprost z nadzieją, że ona zrozumie i się domyśli. Zachęcamy do napisania.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Powrót do góry