
Pasja to coś, co sprawia, że wchodzisz w stan flow, chce ci się żyć i czujesz radość. Może być przeróżna – od egzotycznej i ekstremalnej po zupełnie zwyczajną, mocno osadzoną w codzienności, ale piękną. Pasje bywają niezmienne przez całe życie albo odkrywane z czasem. Często jednak zastanawiamy się, jak pielęgnować różne pasje w małżeństwie, by nadawały życiu smak, a nie stawały się kością niezgody.
Są w życiu takie okresy, gdy bardzo trudno znaleźć czas nawet na samotne pójście do toalety, a co dopiero na pasje. Z drugiej strony wierzę, że jeśli coś naprawdę się kocha, to szuka się wszelkiej sposobności, by to robić. Ja w każdym razie mam takie doświadczenie – najwięcej czasu na ukochane pisanie i czytanie miałam wtedy, gdy byłam w domu z trójką małych dzieci.
Ostatnio jednak coraz częściej zastanawiam się nad inną kwestią: co wtedy, gdy w małżeństwie mamy różne pasje? Jak to poukładać? Czy wciągać drugiego w to, co się lubi, jeśli jego to ewidentnie nie kręci?

On na morzu, ja w górach
Największą pasją Wojtka jest żeglarstwo morskie. Marzy o samotnych regatach, szkoli się, pływa na męskie rejsy. Nie powiem – próbowałam w to wejść, zrobiłam patent, żeglujemy czasem rodzinnie (jak to było przeczytasz tu), ale żeglarstwo bardziej mnie przeraża niż kręci, a na łódce moje spragnione ruchu ciało zwyczajnie się męczy.
Nie zmienia to faktu, że ostatnio stwierdziliśmy, że nasz plan na emeryturę to sprzedaż dobytku, nabycie jachtu i pływanie gdzieś na Karaibach, gdzie będę mogła nurkować (nie zdziwi Cię pewnie, że Wojtek nurkować nie cierpi).
Idźmy dalej:
- Książki: Ja czytam, on słucha. Mnie ciągnie do filozofii, jego do pozycji popularnonaukowych.
- Góry: Ja mogłabym chodzić i chodzić, on nie może z powodów zdrowotnych. Czasem idziemy razem, ale najczęściej chodzę sama.
- Cardio: Ja biegam, on chodzi. On codziennie jeździ na rowerze, ja tylko od maja do listopada.
- Samoobrona i sztuki walki : Moją miłością jest krav maga, on woli taekwondo. Gdybyście słyszeli nasze rozmowy o tym, co jest lepsze i dlaczego kopniak w kroczema przewagę nad spektakularnym dollyo chagi…
- Siłownia: Chodzimy do tej samej, ale on rano, a ja wieczorem, on sam, ja z koleżankami.

„Masz mój miecz”, czyli prawdziwe wsparcie
Być może już o tym kiedyś pisaliśmy, ale obecnie temat stał sie bardzo na czasie. Kilka dni temu spełniłam bowiem swoje marzenie o kawałku ziemi, gdzie będę mogła się zaszyć z łopatką albo książką miedzy drzewami owocowymi. Za ogródkiem działkowym rozglądałam się już od dłuższego czasu, ale za każdym razem, gdy wchodziłam oglądać działkę czułam panikę: ja sobie nie poradzę.
Aż do momentu, gdy zobaczyłam w Internecie TO MIEJSCE. Trawa, drzewa owocowe, kwiaty i ten klimatyczny, choć nieco zrujnowany domek. Weszłam i przepadłam. Wojtek patrzył na to bardziej realistycznie, ale gdy nie mogłam się zdecydować, czy w to wchodzić, powiedział słowa, które mnie ujęły i za które jestem wdzięczna:
– Bierz ją. Masz mój miecz.
Zapowiedział jedynie, że po przymusowych pracach na działce Mamy w dzieciństwie – ma uraz. Może czasem pomoże, ale mam nie liczyć na to, że będzie tam często chodził. Chociaż gdybym powiesiła na gałęzi worek do boksu?

Czy różne pasje w małżeństwie muszą nas oddalać?
Dziś mam głowę pełną projektów renowacji domku i trawnika (będzie pięknie!), a Wojtek – zgodnie z zapowiedzią – nie podziela mojego entuzjazmu. Jest mi trochę przykro, choć przecież wiedziałam, że tak będzie.
Z drugiej strony… sprzedał swój stary rower, a pieniądze przeznaczył na mój ogród. Na razie kupiłam swoje pierwsze widły (świetne do samoobrony), grabie i inne narzędzia. Zamówił też na moje dzisiejsze imieniny Planer zaradnego ogrodnika, a na altanie powiesił koło sterowe (to będzie taka moja Przystań). Czuję więc realne wsparcie. Choć nie dzielimy tej pasji „szpadel w szpadel”, czuję, że on stoi za mną murem. Liczę, że czasem się trochę zaangażuje i pokaże mi jak uruchomić kosiarkę lub pomoże załadować cięższe elementy do wywiezienia do PSZOKu. A jeśli nie, to poradzę sobie, nie bez kozery chodzę na siłownię:-).
Już wiem, że męża i dzieci będę zapraszać na działkę do pomocy raczej sporadycznie, a częściej – do relaksowania się w miłej przestrzeni. Poza tym mam wokół siebie inne osoby, z którymi mogę się nakręcać w temacie roślin i renowacji.

Jak dbać o relację, gdy każde z Was lubi co innego?
Coraz wyraźniej widzę, że w małżeństwie warto uznać odmienność pasji. Nie musimy robić wszystkiego razem, by być blisko. Kluczem jest:
- Wspieranie się w realizacji hobby – choćby dając sobie nawzajem czas i przejmując w tym czasie obowiązki domowe.
- Ciekawość drugiego człowieka – dopytywanie i zachwycanie się tym, że ta druga osoba umie cieszyć się życiem i fascynować tym, co dla nas może być zupełną abstracją.
- Pielęgnowanie punktów wspólnych – jeśli mamy wspólne zainteresowania, ważne jest, by o nie dbać i poświęcać na nie razem czas. My na szczęście takie mamy i bardzo lubimy spędzać razem czas.
- Wspólne poszukiwania – szukanie od czasu do czasu czegoś nowego, co będzie ciekawe dla nas obojga.
Różne pasje w małżeństwie to nie przeszkoda – to przestrzeń do dawania sobie wolności i nauki tego, jak kochać to, co uszczęśliwia tę drugą osobę. Nawet jeśli są to widły i pędzel.
Podzielcie się jak to u Was wygląda! Ogromnie nas to ciekawi.