
Macie tak czasem, że nadmiar po prostu Was przytłacza? Nadmiar rzeczy, nadmiar zajęć, albo ta nieskończenie długa lista spraw „na wczoraj”, które od miesięcy czekają na swoją kolej?
Znasz to uczucie? Lampa, której nie ma, bo w jej miejscu od pięciu lat wciąż wisi ta sama, smutna żarówka. Ubrania, z których dzieci dawno wyrosły, a które wciąż nie mogą trafić w dobre ręce. Niewyrzucone pudełka, stosy splątanych kabli i zimowe kurtki wypadające z szafy, bo te wiosenne już próbują przejąć ich miejsce. Do tego dochodzi bałagan w dokumentach, których nie odłożyliśmy na czas… i nagle czujemy, że sufit zaczyna nam osiadać na barkach.
Kiedy domowy natłok wchodzi do głowy
Przy naszej pięcioosobowej rodzinie i życiu rozpiętym między pracą w biurze i w domu, ten natłok potrafi skradać się po cichu. Krok po kroku opanowuje przestrzeń, aż w końcu dociska mnie do ściany. Wtedy mam wrażenie, że te wszystkie niedokończone sprawy są jak stado os – zupełnie jak w kreskówkach, gdzie chmara nagle wylatuje z naruszonego gniazda i atakuje, odbierając zdolność do jakiegokolwiek racjonalnego myślenia.
W takich momentach muszę powiedzieć „stop”. Odwołuję wszystko, biorę głęboki oddech i… zaczynam przywracać ład. Krok po kroku, bo w moim przypadku porządek w najbliższym otoczeniu i spokój w głowie to naczynia połączone.
Dwie wrażliwości pod jednym dachem
Wiem doskonale, że nie każdy reaguje tak samo. Są osoby, którym niedokończone projekty czy zalegający w rogu karton zupełnie nie psują nastroju. Mój mąż należy właśnie do tej grupy. I to jest moment, w którym warto się zatrzymać.
Jeśli jedna osoba w związku źle znosi nadmiar i chaos, to jest to temat do rozmowy. Zwłaszcza gdy uporządkowanie wspólnej przestrzeni wymaga zaangażowania obojga. Wczoraj poczułam ulgę, gdy ja mogłam skupić się na ubraniach i dokumentach, a Wojtek zajął się wystawieniem na sprzedaż nieużywanych rowerów. To wspólne działanie dało mi przestrzeń do oddechu.

Pytania na niedzielę: Zmierz się z chaosem
Z tą myślą zostawiam Was dzisiaj. Jeśli czujecie, że nadmiar zaczyna Was „gryźć”, spróbujcie wspólnie odpowiedzieć na te pytania:
Czy mamy jakieś zaległe sprawy, którymi moglibyśmy się w końcu zająć?
Które miejsca w naszym domu zostały opanowane przez chaos i wymagają uwagi?
Czy jest w naszym życiu coś, czego po prostu mamy za dużo
Pamiętajcie tylko o jednym: nie wszystko naraz. Działanie pod presją „wielkich porządków” często kończy się zniechęceniem. Lepiej postawić na małe kroki, spisać listę i wyznaczyć realne terminy. Czasem jedna uprzątnięta szuflada to pierwszy krok do tego, by w całym domu (i w głowie!) zrobiło się jaśniej.
A o bałaganie i szukaniu sposobów na wyjście z chaosu poczytacie też tutaj. Czytanie staruch teksów uświadamia mi jak dużo się zmieniło: dzieci są starsze, nasze nowe mieszkanie jest o wiele mniej chaotyczne niż poprzednie, a wiele tematów już przepracowaliśmy. Jednacz chaos czasem jeszcze łapie nas znienacka za kołnierz :-).
A jak to wygląda u Was? Jesteście w teamie „porządek daje mi spokój” czy raczej nie zwracacie uwagi na piętrzące się pudełka? Dajcie znać w komentarzach!
Dzięki za ten wpis. Mnie już tak nie denerwują rzeczy, których nie zrobiłam od dawna, a powinnam. Ale czasem mam to poczucie, o którym piszesz…że nie wiem za co się najpierw wziąć, bo spraw jest za dużo. I faktem jest, że perspektywa sprzątania cały dzień przerasta i małe kroki się sprawdzają. U mnie trudno o motywację by systematycznie te kroki stawiać. Pierwszy, drugi, ok, ale kolejne gdzieś się gubią…
Dziękuję za komentarz! Faktem jest, że z biegiem lat człowiek coraz bardziej się na to uodparnia, ale od czasu do czasu ten rój os wylatuje i osacza. I to pewnie naturalne, że mamy zapał, a potem nam mija.
Czasem sobie myślę, że za dużo mam ciekawych rzeczy do zrobienia, żeby zajmować się ogarnianiem chaosu. A czasem po prostu za mało siły. Jednak pewnie z okazji budzącej się wiosny i nadchodzącej zimy mam takie zrywy ogarniania i muszę powiedzieć, że nawet je lubię. Róbmy wszyscy w swoim tempie. Pozdrawiam ciepło.