Emocje w małżeństwie: Ona czuje za dwoje, on dźwiga za trzech. Jak nie wpaść w pułapkę ról?

Emocje w małżeństwie: Ona czuje za dwoje, on dźwiga za trzech. Jak nie wpaść w pułapkę  ról?

W wielu kochających się związkach pojawia się cichy schemat, który sprawia, że emocje w małżeństwie zamiast zbliżać, zaczynają dzielić. Nikt go nie planował, nikt specjalnie nie wprowadzał – zazwyczaj wynika z wyuczonych na wcześniejszym etapie życia zachowań.

Ona czuje więcej. Szybciej wyłapuje napięcia, drobne chłody i zmiany nastroju. Czuje się odpowiedzialna za „klimat” w domu. Oddalenie to dla niej alarm: „Zagrożenie!”. On stabilizuje. Chce zachować spokój i ciągłość. Bierze na klatę codzienność. Ona wnosi uważność, on daje poczucie, że świat się nie zawali. Przez lata to działa. Do czasu.

Pętla, która zaciska się po cichu

Problem zaczyna się, gdy jemu kończą się zasoby. Im silniejsze są jej emocje, tym mocniej on próbuje uspokoić sytuację. Nie rozumie, co się dzieje w jej środku, więc szuka rozwiązań, naprawia, próbuje brać na siebie jej stan. Ona czuje chwilową ulgę, on – kolejny kilogram ciężaru na plecach.

W końcu on pęka. Zazwyczaj nie krzyczy, raczej się wycofuje. Potrzebuje ciszy i dystansu, bo jej trudne emocje odbiera jako swoją porażkę: „Ona jest smutna, więc ja zawiodłem”. Nie wie jak to naprawić, więc znika. Wtedy ona, czując zerwany kontakt, wpada w panikę. Jej niepokój skacze jeszcze wyżej.

Tak powstaje błędne koło: Ona czuje – on stabilizuje – on znika – ona czuje jeszcze mocniej. To nie jest brak wrażliwości. To reakcja obronna dwojga ludzi, którzy takich reakcji nauczyli się gdzieś na swoich życiowych ścieżkach i którzy nieświadomie w nie wchodzą.

Niewidzialna praca, która wykańcza

Ona w tym układzie „dźwiga” relację. Pilnuje bliskości, inicjuje rozmowy, analizuje każde pęknięcie. To praca na pełny etat, której nikt nie widzi. Ona jest przekonana, że musi pilnować, starać się, by być widzianą. On z kolei „dźwiga” stabilność. Decyzje, logistyka, bezpieczeństwo. Wytrzymuje w tej roli niesamowicie długo, nie dając znać, że pada z nóg. Dopóki jedynym wyjściem nie staje się ucieczka w milczenie.

Efekt? Oboje są obok siebie, ale samotni. Ona boi się, że jej emocje w małżeństwie go odpychają i że jest „za bardzo”, ale niezbyt umie działać inaczej. On boi się, że nie ma prawa do słabości.

Jak zrzucić ten ciężar?

Jedna sprawa to rozpoznać schematy swoich zachowań i z czego one wynikają. To temat na zupełnie inny wpis. Jednak ulgę może już przynieść zmiana kilku ustawień w Waszej codziennej komunikacji i nastawieniu. Na ile to możliwe dla Was na ten moment.

  • Po pierwsze założenie, że skoro się wybraliście, to chcecie być ze sobą i się kochacie oraz macie dobre intencje. Nawet jeśli nie zawsze umiecie to pokazać. My mamy takie hasło nawet w najtrudniejszych momentach: „Ale między nami wszystko ok?”. Nie chodzi o zakłamywanie rzeczywistości, skoro właśnie jest kiepsko, ale o zasadniczy kierunek w jakim idzie nasza relacja.
  • Ona: pokazuje jeden konkret. Jeśli powie: „Bardzo potrzebuję teraz 10 minut przytulenia”, on przestaje zgadywać, niepokoić się i może dać jej to, czego ona pragnie.
  • Zamiast znikania – nazwanie zmęczenia. Jeśli on powie: „Jestem przemęczony, potrzebuję pół godziny odpoczynku w ciszy, żeby potem być dla Ciebie obecnym”, ona nie odbierze tego jako odrzucenia.
  • Bliskość to nie warsztat naprawczy. Znajdźcie czas na bycie razem bez tematów do „załatwienia”. Bez planowania logistyki i rozliczania problemów.

Najważniejsza lekcja? Lżej robi się nie wtedy, gdy znika trudność, ale gdy przestajecie „nieść” relację, a zaczynacie w niej po prostu być. On nie musi być skałą 24/7. Ona nie musi być strażnikiem bliskości. Bez tych ról i masek łatwiej o autentyczne spotkanie i zdrowe emocje w małżeństwie.

Brzmi znajomo?

Odnajdujesz się w tym, czy może u Was działa inny schemat? Ostatnio mocno się takim schematom przyglądam i próbuję wejść pod ich powierzchnię, próbując zrozumieć, skąd się biorą.

Komentarze do wpisu “Emocje w małżeństwie: Ona czuje za dwoje, on dźwiga za trzech. Jak nie wpaść w pułapkę ról?

  1. Dziękuję za ten wpis. Ja też ostatnio blisko się przyglądam tym schematom funkcjonowania. Wynikają one z poza bezpiecznej więzi z opiekunami w dzieciństwie. Czekam na kolejny wpis 🙂

    1. Tak, z tego na pewno, u mnie rozpoznaję jeszcze inne wpływy. W sumie pięknie jest zdać sobie sprawę z niektórych schematów, by móc poza nie wyjść. Dziękuję za komentarz, każdy jest cenny!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Powrót do góry