
W ostatnich miesiącach Wojtek ma dużo więcej pracy, jest bardziej zmęczony i zestresowany. Po dodaniu zwyczajnych obowiązków i zaangażowań, okazuje się, że bywają dni, w które widujemy się w przelocie. To wpływa na naszą codzienność, daje mniej przestrzeni na bliskość. Tym bardziej więc musimy dbać o to, by nie stracić siebie z oczu, sprawdzać co u nas słychać i w jakiej kondycji jest nasza relacja. Od czasu do czasu szukamy chwil na oderwanie się od codzienności i bycie we dwoje. Zazwyczaj wychodzi nam mała randka bez planowania, która „dzieje się sama” przy okazji życia. Czasem zaś udaje się randkę zaplanować i zrealizować.
Tak jak obiecaliśmy będziemy raz na jakiś czas Wam pokazywać migawki z tych naszych odzyskanych z codzienności randek. Dla inspiracji i motywacji. Może i Was natchną do tego, by chwilom w przelocie nadawać większe znaczenie.
Randka podczas pilnowania dzieci
Ostatnie urodziny naszego najmłodszego syna rozpoczęły się u nas w domu. Potem z bandą chłopców przemieściliśmy się tramwajem do centrum miasta. Jazda z nimi to już było przeżycie samo w sobie. Młodzi ludzie skakali i oddawali się żywiołowym rozrywkom, a my mieliśmy 1,5 godziny tylko dla siebie. Akurat na lekkie rozmowy w luźnej atmosferze. To była prawdziwa randka bez planowania. Żałowałam tylko, że nie wynajęliśmy kolejnego pomieszczenia, by też się pobawić.

Wspólna praca
Choć Wojtuś nie podziela mojej pasji ogrodniczej, obiecał pomóc mi w robotach wymagających dużo siły lub specjalnych umiejętności. Najbardziej ujął mnie, gdy zaproponował, żebyśmy majówkę spędzili na działce zajmując się najcięższymi pracami porządkowymi. Dawno nie byłam tak szczęśliwa jak wówczas, gdy w piątkowe popołudnie znosiłam mu gałęzie, a on wrzucał je do łuparki do gałęzi. Wspólny czas, wspólne robienie czegoś – to mój język miłości. Nie przeszkadzało mi nawet, że nie da się rozmawiać, bo hałas był zbyt duży. Jak widać nawet przy łuparce do drewna można poczuć się kochanym.

Wieczorna obserwacja jeży
Nawet z wyprawy do marketu budowlanego po beczki na deszczówkę można zrobić randkę. Wspólne wybieranie i pakowanie przeniosło mnie w czasy, gdy tuż po ślubie kompletpowaliśmy meble do pierwszego mieszkania. Ta randka bez planowania skończyła się piciem herbaty po ciemku na działkowej ławeczce i przyglądaniu się tuptającym w ciemności jeżom. Wojtuś się z tego śmiał, ale dla mnie to był magiczny moment.

Dialog na łonie natury
Dzięki działce zyskaliśmy swoje własne miejsce na letnie randki i comiesięczny dialog małżeński. Siedzenie w półcieniu wśród drzew owocowych, picie kawy i nieśpieszna rozmowa w niedzielne popołudnie to dla nas, typowych mieszkanców osiedla w mieście, nowa jakość. Mniej zobowiązująca niż ogród pod domem, bo można zamknąć furtkę za sobą i nie przejmować, że jest coś do zrobienia.

Nastrojowy wieczór w kawiarni
Czasem udaje się też zaplanować randkę z prawdziwego zdarzenia i na przykład wyjść do ulubionej kafejki z widokiem na fosę, z francuską muzyką w tle.
Nie ukrywam jednak, że czasem kompletnie nie mamy siły i wydaje nam się, że wieczorem nie damy rady już nigdzie wyjść. Z naszego doświadczenia wynika jednak, że jeśli jednak wyjdziemy, to zmęczenie mija, a my spędzamy bardzo dobry czas i zbliżamy się do siebie.

Co by nie było, byle razem
Ostatecznie więc to nieważne, czy w tle słychać francuską muzykę, czy huk maszyny ogrodowej – liczy się to, że nie straciliśmy siebie z oczu. A jak to wyglądało ostatnio u Was? Zainspirujmy się nawzajem.
Jeśli jesteście ciekawi, to poprzedni wpis z serii znajdziecie tutaj, a więcej pomysłu na randki tutaj.
Brawo !Tak,trzeba być bardzo kreatywnym w miłości małżeńskiej w każdym obszarze zwłaszcza gdy są dzieci !Tylko tak dalej 🙂
„Wspólny czas, wspólne robienie czegoś – to mój język miłości.” To jest to, co szczególnie nas łączy, przynosi radość, również uśmiech z „pracowitego odpoczynku” .