Potrzeby w małżeństwie. Prośba czy żądanie?

Potrzeby w małżeństwie. Prośba czy żądanie?

W ostatnim czasie odłożyliśmy, trochę celowo, różne sprawy tego świata, w tym pisanie, na bok. Potrzebowaliśmy skupić się na sprawach rodzinnych i zawodowych. Jest jednak kilka tematów, które czekają na opisanie. Dlatego w pierwszej wolnej chwili bierzemy się za pierwszy z nich, a mianowicie – potrzeby w małżeństwie.

Zastanawialiśmy się, co jest przyczyną naszych sprzeczek. Doszliśmy do wniosku, że często jest nią niewłaściwe wyrażanie potrzeb.

Zanim jednak dojdziemy do ich wyrażania, spójrzmy na rodzaje potrzeb. Warto uświadomić sobie, że choć każdy z nas ma cały zestaw różnych potrzeb, to nasza druga połówka nie musi spełniać wszystkich w jednakowy sposób, o ile w ogóle musi.

Potrzeby fundamentalne

W każdej relacji, a zwłaszcza tej na całe życie, są pewne potrzeby stanowiące fundament. To na przykład potrzeba bycia wybranym, potrzeba zaufania i poczucia bezpieczeństwa, szczerej komunikacji. Zanim jednak wejdziemy w związek, powinniśmy wiedzieć i porozmawiać o tym, co jest dla nas potrzebą fundamentalną.

Gdy ślubowaliśmy sobie miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że nie opuścimy małżonka aż do śmierci, zadeklarowaliśmy, jakie potrzeby małżonka będziemy zaspokajać, a przynajmniej bardzo się starać. Życie czasem się gmatwa, a ludzie błądzą, schodząc z tej ścieżki, ale ta deklaracja to nasza latarnia, stały punkt, do którego powinniśmy wracać.

Inne potrzeby

Wszystkie inne potrzeby, poza tymi podstawowymi, to już kwestia dużo bardziej negocjowalna.

Zwróć uwagę najpierw na to, czy umiesz swoje potrzeby określić. Potrzeby w zakresie komunikacji, życia intymnego, podziału obowiązków domowych, realizowania swojej drogi życiowej i w każdej innej sferze życia. Czy sam wiesz, czego chcesz? I czy druga strona na pewno o tym wie?

Często wewnątrz nas rodzą się oczekiwania, często niewyrażone wprost. Marzy mi się, by druga strona coś dla mnie zrobiła lub traktowała mnie w określony sposób. Jednak zamiast to z odwagą wyartykułować, czekam, a gdy nic się nie wydarza, dąsam się, złoszczę lub smucę, wykrztuszając często co mi chodzi w dość zniekształcony przez te emocje sposób. Wiem, co mówię, byłam w tym mistrzynią.

Inna strategia to wycofywanie się, niekomunikowanie potrzeb i zamykanie w sobie frustracji z powodu ich niespełnienia. To często zamyka na bliskość wobec partnera, który „myśli tylko o sobie”.

Czy druga osoba ma obowiązek zaspokajać moje potrzeby?

Nie ma! Serio!

Dla niektórych dużym zaskoczeniem jest, gdy słyszą, że małżonek nie ma obowiązku spełniać każdej naszej potrzeby tylko dlatego, że jest naszym małżonkiem. Jak to? Skoro mnie kocha…

Nierzadko przenosimy do małżeństwa wizję prosto z domu rodzinnego. Rodzice zaspokajali nasze potrzeby, co w pierwszych latach życia było niezbędne do naszego przeżycia i dobrostanu. Tymczasem w relacji dwojga dorosłych osób każde z nas pozostaje odpowiedzialne również za własne potrzeby.

Za zaspokojenie własnych potrzeb jestem więc w pierwszej kolejności odpowiedzialny ja sam. Mogę prosić o ich spełnienie bliską osobę. Jednak gdy ona nie może lub nie chce tego zrobić, przyjmuję odpowiedzialność i próbuję zrealizować je inaczej. Nie przekraczając zasad i wartości fundamentalnych). Mogę też przemyśleć sprawę i uznać, że pewne rzeczy mogę odpuścić. Nie chodzi jednak o ciągłe odpuszczanie ważnych spraw przez jedną stronę, bo to na pewno doprowadzi do frustracji.

Jak formułować potrzeby

Dlatego o potrzebach warto mówić, prosić małżonka o ich spełnianie, a nawet dawać konkretne przykłady jak miałoby to spełnienie potrzeby wyglądać.

W moim przypadku, im bliżej końca cyklu, tym bardziej zależy mi, by mąż był wobec mnie czuły, delikatny i uważny. Gdy jednak mówię o tym w ten sposób, on nie wie, co ma robić i co robi nie tak. Ponieważ sytuacja powtarza się co miesiąc i oboje bywamy sfustrowani, pomyślałam sobie, że może warto mu pomóc, prosząc o spełnienie potrzeby, dając jednocześnie konkretne do bólu wskazówki. Np. zależy mi, byś zwracał się ku mnie, gdy wchodzę do pomieszczenia, w którym jestem. Lubię, gdy mówisz do mnie czułe słowa. Potrzebuję, byś mnie przytulał, gdy się mijamy w dom

Użyłam słowa – prosić. To słowo klucz. Gdy przyjrzymy się sobie w pokorze i szczerości, możemy zauważyć, że nie formułujemy próśb, a raczej żądania. Często bywamy sarkastyczni, a nawet złośliwi, generalizujemy i nie przypatrujemy się kondycji małżonka.

Powiesz: „Miałam dziś ciężki dzień, bardzo by mi pomogło, gdybyś usiadł ze mną na pół godziny i mnie posłuchał”, czy raczej: „Ty wciąż siedzisz przy komputerze, nigdy nie masz dla mnie czasu”.

Twój komunikat to np.: „Zależy mi na tym, by w salonie był porządek, pozwala mi to lepiej odpocząć. Czy mógłbyś po przyjściu odkładać swoje rzeczy na miejsce?”. A może raczej: „Musisz zawsze wszystko rzucać na środek?”.

Przypatrz się, w jaki sposób mówisz o swoich potrzebach.

To, co jest ważne dla ciebie, nie musi być równie ważne dla drugiej osoby

Ostatnio coraz dobitniej uświadamiam sobie, że gdy mój mąż np. nie spędza ze mną tyle czasu, ile bym chciała, nie robi tego, bo mu na mnie nie zależy, ale zajmuje się czymś, co jest dla niego szalenie ważne. Co więcej, może to robić dla naszej rodziny! Gdy ja kolejny raz chcę coś razem obejrzeć czy gdzieś pojechać, on szkoli się, by nie stracić pracy i zapewnić byt naszej rodzinie. A czasem po prostu jest zmęczony.

Przez lata małżeństwa zrozumiałam też, że na pewne rzeczy, głównie te dotyczące spraw domowych, mamy zupełnie inne spojrzenie. Dla mnie odkładanie rzeczy od razu na miejsce jest ważne, bo nie lubię chaosu, jemu pewnie nieład nie przeszkadza, co więcej, z zawadiackim uśmiechem mówi, że powinnam się cieszyć, że w domu jest życie.

I wiecie co? W sumie się cieszę. A jak potrzebuję więcej ładu, to go sobie przywracam. Cieszę się też, gdy widzę, że mój mąż mniej denerwuje się pewnymi zachowaniami moimi i dzieci, wiedząc, że na przykład pewne kuchenne zwyczaje są głównie jego, a nie naszą potrzebą.

To, co jest łatwe dla ciebie, nie musi być takie dla innych

Dotarło do mnie też nareszcie, że choćby ta druga osoba się starała, pewne rzeczy zawsze będzie robiła inaczej niż ja. Zresztą najbardziej widzę to po sobie. Mimo że Wojtuś sto razy prosił mnie o zgniatanie śmieci, ja nijak nie potrafię o tym pamiętać. Staram się wyrzucać gumy do żucia do kosza zamiast zostawiać je przyklejone do talerzy, ale czasem zdarza mi się o tym zapomnieć (tak, wiem, ale jest postęp, wcześniej zachowywałam się jak brat głównej bohaterki „Zmienników”. Kto widział, ten wie).

W sumie im dłużej jesteśmy razem, tym z większą wyrozumiałością patrzymy na te drobne słabości, które są dla nas charakterystyczne. Możliwe, że kiedyś będziemy za nimi tęsknić, nie pamiętając już, że nas wkurzały.

Przypatrz się w najbliższym czasie sobie samemu i zauważ, czy mówisz wprost o swoich potrzebach. Czy prosisz o ich spełnienie, czy tego żądasz? Przyjmujesz do wiadomości, że druga osoba może tego nie zrobić, bo nie może, nie chce, nie umie? Dajesz jej do tego prawo? Jak reagujesz?

A może dziś spróbujesz wyłapać jedną rzecz, którą zwykle komunikujesz pretensją, i zamienić ją w prostą, konkretną prośbę?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Powrót do góry