Ślady na piasku, czyli relacja z rekolekcji dla małżeństw w Międzywodziu

Gdy zimą zeszłego roku zadzwonił do nas kolega z propozycją zagospodarowania na kilka dni ośrodka w Międzywodziu  i zrobienia w nim letnich rekolekcji dla małżeństw, odczytaliśmy, że taka jest wola Boża dla naszego małżeństwa i powiedzieliśmy „tak”. Gdy na nasze zaproszenie do współpracy ochoczo (choć nie bez wahań) odpowiedzieli nasi przyjaciele i znajomy ksiądz, a na rekolekcje zapisało przeszło dwa razy więcej osób niż było miejsc, stwierdziliśmy, że jest na takie rekolekcje zapotrzebowanie. Trochę przeraziła nas liczba dzieci (łącznie 48), ale znalazło się 8 pełnych entuzjazmu osób, które zgodziły się nimi opiekować w czasie zajęć rodziców.

Wydawało nam się, że na przygotowanie merytoryczne mamy dużo czasu. Dlatego rozesłaliśmy maile z prośbą o modlitwę w intencji dobrego przebiegu i obfitych owoców tych rekolekcji i… zajęliśmy się codziennym życiem, wspominając je tylko podczas wieczornej modlitwy. Te pół roku zleciało szybciej niż mogłoby się wydawać i ani się obejrzeliśmy, gdy nadszedł sierpień  i znaleźliśmy się, nieco spanikowani i nie do końca gotowi, w gronie fantastycznych 99 osób, w ośrodku położonym kilka minut od plaży.

I wiecie co? Czasem trzeba dać się poprowadzić i nie wszystko musi być pod kontrolą. Niesamowite było też to, że pierwszy raz namacalnie poczuliśmy tak dobrą atmosferę i życzliwość od pierwszej chwili. Zazwyczaj taka atmosfera pojawia się po kilku dniach, a tu, dzięki uczestnikom, była od początku.

Cieszę się, że mogę się z Tobą spotkać

To był czas nastawiony na spotkanie. Bez pośpiechu. Z uwagi na charakter rekolekcji również bez przymusu. Kto chciał, ten przychodził na zajęcia. Małżeństwa same decydowały, na ile pytań odpowiedzą na dialogu. Każdy brał, ile chciał i mógł, a my staraliśmy się stworzyć ku temu dobre warunki.

Wszystko, co najważniejsze działo się jednak w wymiarze duchowym. O poranku odbywało się spotkanie najważniejsze — z Jezusem w modlitwie osobistej przed Najświętszym Sakramentem. Najpierw w porannej adoracji, a potem, już po porannym rozruchu śniadaniowo-kawowym, w Eucharystii. Można było się zatrzymać, zachwycić lub zasmucić, oddać Mu wszystko, co nas przerasta. Potem dzieci szły do opiekunów, a rodzice na wykłady.

Jednak to, co istotne, miało szansę zaistnieć już po wykładzie, gdy był czas na rozmowę we dwoje. Pary dostawały pytania do refleksji i rozmowy. Widzieliśmy jak wychodzą z pokojów z błyszczącymi oczami – co tam się działo, tylko oni sami wiedzą.

Po obiedzie mieliśmy sporo czasu dla rodziny. Większość udawała się na plażę, bo wbrew obawom i szykowanym kaloszom, pogoda dopisała. Nikt się takiej nad Bałtykiem w drugiej połowie sierpnia nie spodziewał. Nawet na plaży mogliśmy promować rodzinę, bo Andrzej z Fundacji Dla Rodziny, uszył parawany ze zdjęciami i ciekawymi cytatami.

Po rodzinnych rozrywkach i kolacji ruszaliśmy dalej do boju. Utrzymanie uwagi od grupy późnym popołudniem wymagało więcej wysiłku. Najbardziej pomagało poczucie humoru lub szczere historie z życia. A potem znowu rozmowy i ściąganie dzieci siłą z podwórka. Każde małżeństwo dostało od nas Słoik Rozmów Niedokończonych. Mogli do niego wrzucać karteczki z tematami do omówienia podczas przyszłych dialogów.

Siedem kroków do szczęśliwego małżeństwa

O małżeństwie mówiliśmy w siedmiu umownych krokach. Przyglądaliśmy się sobie samym, swoim potrzebom i nastawieniu do małżeństwa, potem zgłębialiśmy sekrety kobiet i mężczyzn. Tak przygotowani mogliśmy porozmawiać o tym, jak właściwie powinniśmy rozmawiać i jak rozwiązywać konflikty (było trochę sypania piaskiem po oczach). Następnie doszliśmy do najważniejszego, czyli budowania małżeństwa na Bogu. Tego dnia wieczorem każde małżeństwo miało czas na bardzo osobistą, intymną adorację Najświętszego Sakramentu w ciszy i wśród świec. Tak wzmocnieni mogliśmy zaobserwować, co też dzieje się za parawanem, czyli szczerze opowiedzieć o seksie. Stąd już niedaleko było do języków miłości. Ich stosowanie wybitnie podnosi szansę na to, by współżycie było nieodłączną i entuzjastycznie witaną przez oboje małżonków częścią małżeństwa.

Potem mały powrót na ziemię i przyjrzenie się finansom rodziny w świetle tego, co mówi o nich Pismo św. Na koniec zaś Krótka Instrukcja Konserwacji Małżeństwa i okraszona salwami śmiechu burza mózgów na temat randek. Kulminacyjnym punktem była niedzielna Msza św. z odnowieniem przyrzeczeń małżeńskich.

Kochać i szanować

Choć wiele z przekazywanych treści uczestnicy słyszeli już po raz kolejny, to niektóre z nich właśnie w Międzywodziu dotarły do nich z większą mocą. Bywa tak, że samo usłyszenie o czymś nie wystarczy, by wprowadzić zmianę w życie. Czasem musimy być na innym etapie życia lub usłyszeć od kogoś świadectwo, które poruszy.

Co ciekawe, my sami tego doświadczyliśmy. Podczas odnowienia przyrzeczeń małżeńskich ponownie wyznaliśmy małżonkowi, że chcemy się wzajemnie miłować i sobie szacunek. Pragniemy żyć w coraz większej wierności małżeńskiej oraz wspierać się w troskach, w radościach, w zdrowiu i chorobie, służąc sobie, aż do końca życia.

Nie było to dla nas pierwsze odnowienie przyrzeczeń, jednak pierwszy raz tak wyraźnie dotarły do nas te słowa. Nie wiem, jak to się stało, że wcześniej nie słyszałam, że tam jest mowa o szacunku!?

Zagadnienie bycia kochanym i szanowanym było w naszym małżeństwie motywem przewodnim tych rekolekcji. Przygotowując się do nich prowadziliśmy rozmowy, w których niejednokrotnie wybrzmiewało: „Nie żartuj?! Naprawdę tak to odbierasz?”. Okazało się, że niektóre zdarzenia interpretujemy w zupełnie różny sposób. Nie mieliśmy o tym pojęcia, raniąc się w sposób zupełnie niezamierzony.

Ekipa organizująca ma najwięcej stresu pracy, ale potem znienacka okazuje się, że w ich życiu pojawiają się dobre owoce. My mocno tego doświadczamy. Podczas rekolekcji nasze (małżeńskie) relacje były napięte, bo mamy różne podejście do sposobu wykonywania obowiązków. Jednocześnie Pan Bóg wyraźnie pokazał mi, jak wiele jest we mnie jeszcze różnych zahamowań i emocji. Wynikają one z niezaspokojonych potrzeb, z których nie do końca zdawałam sobie sprawę. Zazwyczaj jasne zobaczenie, z czym sobie nie radzimy, choć trudne i bolesne, pozwala pójść o krok dalej. Zarówno na drodze pokory, jak i bliskości w relacji. Dlatego mam wrażenie, że pootwierały się nam kolejne drzwiczki na drodze do poznania i zrozumienia zarówno siebie jak i małżonka.

Cudownie jest mieć przyjaciół

Dla nas ogromną radością tych rekolekcji było prowadzenie ich z dwoma bardzo bliskimi nam małżeństwami. Wiecie, jaki to skarb, mieć wokół siebie takich ludzi?

W Ani i Kornelu zachwyca nas ich energia, mądrość i wyczuwalna na odległość mocna miłość małżeńska. Na tych rekolekcjach błyskotliwie i bez ogródek mówili o seksie i konfliktach.

Basia i Szymon są dla nas nieustannym wzorem silnej wiary, zaufania i zatroskania drugim człowiekiem. Mamy mocne przekonanie, że możemy na nich liczyć w każdej sytuacji. W poruszający sposób mówili o budowaniu małżeństwa na Bogu i o finansach.

Z księdzem Marcinem znamy się z naszej parafii, razem pilotujemy krąg. Jest znany z krótkich, lecz mądrych homilii, brania wszystkiego na swoje barki i szelmowskiego uśmiechu. Niektóre z opowiadanych przez niego w Międzywodziu historii na długo zapadną w naszą pamięć.

Co dalej?

Sami nie wiemy, czy to był jednorazowy zryw, czy będziemy to powtarzać. Jak zwykle liczymy na prowadzenie z góry. Chcemy jednak serdecznie wszystkim podziękować, za wyrozumiałość, entuzjazm i wszelką pomoc. Każde małżeństwo było dla nas piękne i jedyne w swoim rodzaju. O każdym będziemy pamiętać.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *