Dokąd zmierzasz?

W niedzielne wieczory siadamy razem, by zaplanować kolejny tydzień. Spoglądamy też wstecz na tydzień, który minął. Jeszcze nie tak dawno niejednokrotnie przyłapywaliśmy się na tym, że nie pamiętaliśmy, co działo się np. w poniedziałek. Kolejne dni wypełnione wieloma czynnościami mijały, a my nie wiedzieliśmy, dokąd te działania mają nas prowadzić.

Zatrzymaj się na moment i przypomnij sobie, co robiłaś w zeszły czwartek? A dwa tygodnie temu?

Na co przeznaczasz swój czas?

Proponujemy Ci dzisiaj proste ćwiczenie. Napisz, co jest dla Ciebie w życiu szczególnie ważne. Powiedzmy, że napiszesz: małżeństwo, dzieci, przyjaźń, praca, własny rozwój (to jest przykładowy spis, nasz wygląda inaczej). Możesz opisać to bardziej szczegółowo np. małżeństwo pełne miłości, zaufania i bliskości. Daj sobie trochę czasu i bądź szczera/-y sam ze sobą.

Potem zastanów się i zapisz, na co przeznaczasz swój czas w ciągu dnia. Możesz też notować przez tydzień, czym się zajmujesz i ile czasu na to poświęcasz. Spójrz nie tylko na jego ilość, ale też jakość (np. ile masz energii, gdy zazwyczaj wykonujesz daną czynność). Przyjrzyj się też kolejności wykonywanych czynności, spójrz, co  robisz w pierwszej kolejności, a co zostawiasz na koniec dnia.

Zobacz, ile czasu faktycznie przeznaczasz na to, co jest dla Ciebie ważne, a ile na sprawy mało istotne. Jeżeli małżeństwo wylądowało gdzie na górze Twojej listy, zastanów się, jak to się przekłada na Twoją codzienność, ile czasu spędzasz z małżonkiem, ile energii i zaangażowania poświęcasz swojemu małżeństwu?

Misja? Nie tylko dla supermana!

Na ostatnich rekolekcjach intensywnie zastanawialiśmy się, jaka jest nasza misją. Do czego jesteśmy w szczególności powołani, jakimi darami możemy służyć innym? Szczególnie ciekawe było spojrzenie na misję z poziomu małżeństwa i rodziny. Czym się wyróżniamy? Jak możemy inspirować innych?

Dobrze jest jednak zacząć od siebie i odkryć swoją własną, niepowtarzalną misję. Potem można spojrzeć na swoje powołania we dwoje i spróbować osadzić je we wspólnej rzeczywistości. Wielkodusznie i z miłością.

Określenie własnej misji wymaga czasu, przemyślenia, przemodlenia. Spróbuj ją spisać, a potem nanoś poprawki. W jej nakreśleniu bardzo pomocne może być ćwiczenie z książki Stephena Coveya  „7 nawyków skutecznego działania”, znanej chyba wszystkim, którzy choć trochę zgłębiali temat rozwoju osobistego. Covey proponuje, aby wyobrazić sobie swój pogrzeb i wygłaszane podczas niego mowy pogrzebowe. Zachęca, by zapisać, co chciałbyś usłyszeć o sobie od ważnych dla nas osób. Co powiedzieliby o Tobie Twój małżonek, dzieci, przyjaciele, współpracownicy, członkowie wspólnoty? Jak opisaliby Ciebie i Twój wpływ na ich życie?

To ćwiczenie pomoże Ci zdać sobie sprawę, co jest dla Ciebie szczególnie ważne. Powinno skłonić do refleksji, czy życie, jakie prowadzisz, faktycznie odpowiada temu, jakie chciałbyś prowadzić.

Poświęć trochę czasu, by odkrywać swoją misję. Niech naprawdę będzie Twoja.

Twój tydzień

Gdy planuję swój czas, co tydzień spoglądam na misję spisaną w kalendarzu. Widzę wartości, które są dla mnie najważniejsze, moje życiowe role i powołania. Do każdej z nich dopisuję cel czy zadanie na dany tydzień. Planuję konkretnie, np. specjalny, choćby krótki czas sam na sam z każdym dzieckiem, nasze małżeńskie spotkania, czytanie Pisma świętego, ruch, lektura itd. Ten wpis też jest wynikiem realizacji posłannictwa, zarówno osobistego, jak i małżeńskiego.

Moja misja wiele mówi o relacjach. Są dla mnie ważne, ale nie o wszystkie  dbam. Jakiś czas temu stwierdziłam, że moja relacja z siostrą jest w fazie zanikowej, komunikujemy się tylko przy okazji rodzinnych uroczystości. Zasmuciło mnie to. Aby to zmienić, zaczęłam od drobnego gestu. Staram się dzwonić do niej każdego 19. dnia miesiąca (19. ma urodziny i ten dzień mi się z nią kojarzy, choć dla pewności wpisuję to jeszcze w kalendarz). Małe działanie, ale daje pewne efekty.

Dzięki takiemu planowaniu wiem, że moje wartości przekładają się na moje życie. Czy zawsze udaje mi się ten plan zrealizować? Oczywiście, że nie zawsze. Jednak bardzo się staram. Łatwiej mi, gdy wiem, co jest dla mnie najbardziej istotne.

Napełniam stągwie wodą aż po brzegi, jednak cud, polegający na nadaniu moim działaniom sensu, pozostawiam Jemu. Dziś w czytaniach z dnia piękny fragment z Listu do Koryntian „za łaską Boga jestem tym, czym jestem, a dana mi łaska Jego nie okazała się daremna; przeciwnie, pracowałem więcej od nich wszystkich, nie ja, co prawda, lecz łaska Boża ze mną 1 Kor 15, 10-11)”.

16 Udostępnień

Komentarze

  1. MG

    Bardzo cenne uwagi i praktyczne wskazówki 🙂 jakby ktoś zapytał mnie czy moje priorytety życiowe mają odzwierciedlenie w codzienności, bez wahania przytaknęłabym. Czytając Wasz wpis zdałam sobie sprawę, że jednak tak nie jest, że każdego dnia gubię to co dla mnie najważniejsze. Cały czas sobie myślę „jeszcze tylko zrobię to i to, jeszcze tylko minie ten trudny czas i wtedy to już na pewno będę taka i taka, będzie czas na to, co ważne”. Widzę, że codzienne obowiązki (ważne, ale czy pilne?), pochłaniają mnie bez reszty, podczas gdy najważniejsze sprawy czekają na swoją kolej na bocznym torze 🙁 Póki co czekają cierpliwie, ale boję się, że któregoś dnia okaże się, że to było jednak za długo i nie mam już do czego wsiąść. Dziękuję Wam za ten wpis!

    1. Maja Pietkiewicz

      Cieszymy się, że zainspirowaliśmy Cię do przemyśleń. Chyba już kiedyś pisaliśmy o tzw. wielkiej iluzji (w kontekście czasu małżeńskiego) – będziemy razem wychodzić jak tylko – skończymy remont/dzieci podrosną/skończę projekt w pracy/będę mieć mniej pracy w domu. Tylko że ten trudny czas nie nadchodzi, bo zaraz pojawiają się inne sprawy.
      Nasz najstarszy syn jest już na tyle duży, żeby zostawać w domu bez nas. Jednak okazało się, że ma tyle nauki, że nie radzi sobie jeszcze do końca z jej planowaniem i w pewnym zakresie wymaga naszej pomocy. Dlatego teraz planujemy nasz tydzień patrząc na jego sprawdziany. Gdyby nie to, że wcześniej nauczyliśmy się walczyć o ważne dla nas sprawy, byłoby nam jeszcze trudniej planować np. randki niż gdy był mały.
      To wszystko nie jest oczywiście takie proste. Trzeba jeszcze wybierać między jednym a drugim dobrem. Ważne jednak, aby dokonywać tych wyborów świadomie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *