Miłość nie szuka swego, nie unosi się gniewem i nie pamięta złego

Jesteśmy już w środku Wielkiego Tygodnia, jutro rozpoczyna się Triduum. Tylko część wpisów z cyklu Hymn o miłości udało się nam się przygotować w trakcie Wielkiego Postu, ale mamy nadzieję, że te, które się ukazały, skłoniły Was do refleksji.

Co latarnie morskie mają wspólnego z Hymnem o miłości

Planujemy jeszcze dwa łączone wpisy z tej serii, postaramy się umieścić je przed majówką. Potem będziemy objeżdżać wybrzeże szlakiem latarni morskich, a na końcu odwiedzimy ośrodek, w którym odbędzie się nadmorskie wyzwanie małżeńskie. Latarnie to moja (Mai) cicha namiętność, Wojtek żegluje hobbystyczipo morzach, więc ja zostaję na brzegu i oglądam latarnie. Mam nawet swoją własną, własnoręcznie zbudowaną z klocków lego.

Ostatnio na mapie zaznaczyłam wszystkie latarnie morskie, które chcemy odwiedzić. Obok leżał magnes z Hymnem o miłości. Wyobraziłam sobie, że fragmenty Hymnu opisujące kolejne cechy miłości są trochę jak latarnie morskie, pokazują nam kierunek, do którego mamy zmierzać. Którędy będziemy żeglować zależy trochę od nas, trochę od warunków zewnętrznych, jednak drogę znamy.

Miłość nie szuka swego

Tym razem tłumaczenia, którymi dysponujemy są zgodne i wszystkie mówią to samo. Miłość nie szuka swego, nie szuka swojej korzyści.

Mamy wrażenie, że jakkolwiek byśmy nie pisali o miłości, zawsze wracamy do jednej myśli. Ten, kto kocha prawdziwie, ma na myśli przede wszystkim dobro tego, kogo kocha. Nie chodzi nam przy tym o zaniedbanie swoich potrzeb, lecz o przeniesienie akcentów. Gdy w pierwszej kolejności skupimy się na dobru innych, sami najczęściej doświadczymy obdarowania, ot choćby radością z rozwoju ukochanej osoby. Niestety postawa przedkładająca dobro drugiego ponad własne jest często niezrozumiała w kulturze zbudowanej na egocentryzmie.

Oczywiście stawianie dobra czyjegoś ponad własne jest niełatwe. Mocno tego ostatnio doświadczam, choć bardziej w rodzicielstwie niż małżeństwie. Nasz syn wymaga obecnie dużych nakładów mojego czasu i uwagi. Długo się przeciw temu buntowałam. Znam ciekawsze sposoby na spędzanie popołudnia niż przekonywanie zbuntowanego nastolatka (w końcu jedenaście to też już jakieś naście), że powinien przysiąść do nauki. Ciężko mi też zrozumieć, że dziecko może wymagać pomocy w nauce, przecież ja sobie świetnie radziłam sama. Nie chcę się rozpisywać, bo jesteśmy przeciwnikami publicznego pisania o własnych dzieciach (nie każdy nastolatek chce znaleźć swoje słodkie dziecinne zdjęcia w sieci). Powiem jednak, że nie jest łatwo. Bywa bardzo niemiło i stresująco. Jednak postanowiliśmy odłożyć własne wizje chwilowo na bok, by pójść za potrzebami ukochanej osoby.

I wiecie co? Mimo że ostatnio nie mam prawie czasu dla siebie (i dla Was, by pisać), że szlag mnie trafia trzydzieści razy dziennie, a wieczorem czuję się jak przekuta opona na skraju szosy, nasza więź z synem mocno się pogłębiła. Zaczął się otwierać, więcej mówić o sobie (wtedy, gdy akurat się nie buntuje) i godzić się z tym, że pewne rzeczy wymagają systematycznego podejścia. A ja robię kolejny krok na ścieżce pozostawiania własnych przywiązań (choć mam cichą nadzieję, że to jednak przejściowy czas).

„Niech każdy ma na oku nie tylko swoje własne sprawy, ale też i drugich!” (Flp 2, 4). Takie hasło powinno wisieć w zakładach pracy w miejsce napisów takich jak ten poniżej (autentyk).

Miłość nie unosi się gniewem

Grecki zwrot παροξυνεται (paroksynetai) oznacza bycie drażniącym, ostrym. Miłość nie powinna być więc ostra i rozdrażniona. Miłość idealna nie prowokuje, ale też nie traci łatwo panowania nad sobą.

Oczywiscie gniew jako taki nie jest zły. Pokazuje nam, że coś jest nie tak, że czujemy się pokrzywdzeni, zlekceważeni albo zranieni. Jest sygnałem, że ważne dla nas wartości zostały naruszone. Jednak po naszej stronie jest nauka jak sobie z nim radzić i jak go wyrażać.

Zdajemy sobie sprawę, że panowanie nad gniewem to temat na zupełnie oddzielny wpis. W czasie wakacyjnego wyzwania chcemy temu poświęcić oddzielne spotkanie. Na ten moment spróbuj tylko przyjrzeć się swoim reakcjom. Czy wybuchasz i atakujesz, raniąc wszystkich dookoła? A może zamykasz się w sobie i odcinasz ciepłe uczucia, fundując innym ciche dni? Gniew powinien być kontrolowany, ale nie zakopywany, wówczas bowiem zacznie przeradzać się w nienawiść.

Dobra wiadomość jest taka, że mamy wpływ na swoje reakcje i ich zmianę, choć to wymaga wiele pracy. Okazje do niej będą przytrafiać się nam codziennie od pierwszego dnia małżeństwa.

U nas w małżeństwie działa jedna prosta zasada, im mniej snu i wspólnego czasu, tym więcej uszczypliwości i raniących słów.

Sformułowanie, że miłość nie unosi się gniewem nie oznacza, że nie możesz wskazać komuś jego niewłaściwe zachowanie czy dobro, które zaniechał. To akurat należy czynić. Gdy jednak jesteś wobec kogoś szczególnie uszczypliwy, działasz z wolą zranienia, a nie zbudowania, wtedy to zachowanie na pewno nie jest pełne miłości.

Myślę o wczorajszym dniu w kontekście gniewu. Bliska osoba wyświadczała mi przysługę, ignorując jednak zupełnie nasze wcześniejsze ustalenia co do ram czasowych. Ech, kipiałam jak woda w temperaturze 100 stopni. Powinnam była jednak jasno, ale spokojnie powiedzieć, co było dla mnie trudne w tej sytuacji, zamiast pękać z tłumionej irytacji. Następnym razem tak zrobię, okazja pewnie za moment znów się pojawi.

Miłość nie pamięta złego

Sięgając do dosłownego greckiego zapisu Ου (ou) λογιζεται (logizetai) το (to) κακον (kakon) otrzymujemy tłumaczenie „miłość nie liczy zła”. Chodzi więc o niechowanie urazy, o przebaczanie niejako na bieżąco.

Bardzo przemówiło do nas porównanie przedstawione przez twórców kursu małżeńskiego Nickiego i Silę Lee. Porównywali oni życie małżeńskie do notesu, w którym każdy nowy dzień to nowa strona. Na kolejnych stronach zapisują się słowa i gesty, które ranią współmałżonka. Mogą to być też zaniechania, wszystko to, co małżonek od nas oczekiwał, a czego nie zrobiliśmy.

 Będą takie dni, w których ta lista będzie długa. Czasem może nawet strona będzie prawie pusta, jednak pewnie każdego dnia coś się na niej znajdzie. Jeżeli nie będziemy się tymi sprawami zajmować na bieżąco, to choć kartka zostanie obrócona, te sprawy tam pozostaną. Po pewnym czasie powoli i niezauważalnie zaczną nas przygniatać zalegające pokłady nieodpuszczonych uraz i goryczy.

Kto pierwszy ten lepszy

Przebaczenie to kolejny wielki i trudny temat. Jednak na ten moment spróbuj wprowadzić jedną zasadę, która zrewolucjonizowała nasze życie wiele lat temu.

Jeżeli zraniłeś twojego męża albo żonę, pierwszy podejmij inicjatywę rozwiązania problemu. Co więcej, jeżeli zostałeś zraniony przez twojego męża albo żonę, również pierwszy wykaż inicjatywę. 

Dziwne? Na początku nawet bardzo, ale jednocześnie oczyszczające. Wasze relacje i kartki w notesie. Spróbuj od dzisiaj.

Warto też mówić sobie wzajemnie o tym, co nas zraniło, wskazując na swoje uczucia i starając się zachować spokój. Zauważyłam, że mój mąż większości sytuacji, w których poczułam się zraniona w ogóle nie odebrał jako generujące jakikolwiek problem. Jak więc mógłby uniknąć powtórki, gdyby nie wiedział, że wydarzyło się coś trudnego dla mnie?

Jaka jest Twoja miłość?

Jeśli chcesz, odpowiedz sobie na następujące pytania:

  1. Czy umiałbyś postawić czyjeś potrzeby ponad własne? Co konkretnego możesz zrobić w najbliższych dniach?
  2. Jak wyrażasz gniew? Czy pędzisz na oślep raniąc wszystkich czy może wycofujesz się i tłumisz swoje uczucia? Może na początek spróbuj to sobie uświadomić, gdy pojawi się gniew.
  3. Podejmij wielką próbę i spróbuj przebaczyć jako pierwszy. Zobacz co się wydarzy i jak to zmieni Wasze małżeństwo.

Komentarze

  1. Ewa Wenge

    Wszystko sie zgadza Co napisaliscie!!
    A My Dzis obchodzimy 15.rocznice slubu i moge glosno Boga chwalic za nasze malzenstwo-ktore choc wiele razy bardzo bardzo trudne byloe to nas jednak bardzo rozwijalo ! Dzieki Bozej lasce ktora z nami ciagle jest Mozemy dzis powiedziec Ze im dluzej Ze soba jestesmy tym bardziej sie kochamy -tzn patrzymy na potrzeby Tej drugiej osoby i chcemy by ona miala sie dobrze!!!
    Bogu Dzieki i Pozdrawiamy wszystkich ! Ewa i Stefan

    1. Maja Pietkiewicz

      Toż to faktycznie 17 kwietnia! To już 15 lat? Pamiętam jakby to było wczoraj. Pięknie wyglądaliście. Życzymy wszelkich potrzebnych łask!!! PS najlepiej pamięta jak Zbynia kolana bolały od klęczenia:-)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *