Rzucamy sobie wyzwanie!

Rzucamy sobie wyzwanie!

Bardzo długo nic nie pisaliśmy. Było to spowodowane przede wszystkim zmaganiem się ze swoimi własnymi słabościami i nieporządkiem w głowie. Do tego doszły nam różne dodatkowe aktywności i… ciężko było znaleźć motywację, siły i czas. Poza tym trudno jest inspirować innych, gdy samemu jest się zniechęconym i sfrustrowanym. Różne były tego przyczyny, również pęknięcia w naszej relacji małżeńskiej.

Na szczęście w te wakacje zaczęliśmy powoli sklejać wszystko na nowo, nie pierwszy zresztą raz. Jednocześnie nieśmiało w głowie zaczęły kiełkować mikro pomysły na artykuły. Wciąż jest tyle tematów, które chciałoby się poruszyć.

Jednak prawdziwym bodźcem stał się ostatni dialog małżeński, podczas którego Wojtek, na moje pytanie, nad czym powinnam teraz pracować, poprosił, bym napisała artykuł pożegnalny na stronę. To mną jakoś potrząsnęło… Jak to pożegnalny?

Powoli robię listę tematów. Sęk w tym, że ostatnio interesują mnie głównie tematy cięższego kalibru. Na razie jednak nie czuję się na siłach, by o nich pisać. Zainspirowała mnie jednak uwaga przyjaciółki, aby napisać „coś lekkiego”.

Bez kryzysu nie ma rozwoju

W październiku obchodziliśmy dwudziestą rocznicę ślubu. Z jednej strony z radością, że tyle wspólnych lat za nami. Z drugiej z lekkim niepokojem, bo ostatnie miesiące były trudne. Mieliśmy duże problemy z komunikacją, z panowaniem nad złością, raniliśmy się i oddalaliśmy od siebie niezauważalnie, acz stale. Kryzys jak nic.

Jakkolwiek dziwacznie to brzmi, my kryzysy właściwie doceniamy, choć są bolesne. Na pewno nie wpadamy w taką panikę jak kiedyś, bo wiemy, że dobrze przeżyty kryzys może być trampoliną w górę, ku lepszemu. Mamy już za sobą takie sytuacje, niektóre naprawdę bardzo trudne.

Pewnie warto byłoby napisać serię artykułów, jak z kryzysu wychodzić. Jednak zdajemy sobie sprawę z tego, że każda para jest inna i inne ma potrzeby. Poza tym nie jesteśmy specjalistami i zawsze woleliśmy pisać o zapobieganiu, choć jak widać, stosowanie metod zapobiegawczych nie zawsze wystarczy. Nie wszystko można przewidzieć.

Jest jednak coś, co zazwyczaj się u nas sprawdza. Powinnam napisać, że to dialog małżeński i to jest co do zasady jest prawda, jednak wiem, że czasem pary nie są w stanie usiąść i porozmawiać, wzajemnych pretensji jest zbyt wiele. Mam na myśli coś zupełnie małego kalibru.

Pomachajmy ogonem

Słyszeliście jak to jest z psem? Podobno badania wykazały, że gdy pies odczuwa radość, macha ogonem w prawą stronę. Co więcej, gdy naukowcy wprawiali ogon psa w taki ruch, on po chwili również zaczynał się cieszyć.

O co mi chodzi? Zauważyłam, że nawet jeżeli jest  między nami źle, nie rozumiemy się i jesteśmy zamknięci w swoich światach, pomaga nam wspólne spędzanie czasu. Najlepiej w jakiejś lekkiej formie.

Ktoś może się żachnąć. Jak to, jak mam spędzać czas z małżonkiem, skoro jego zachowanie mnie rani i nie mam siły z nim rozmawiać. Nie mamy jednak na myśli spacerów, w czasie których prowadzi się poważne rozmowy o sensie związku, oczekiwaniach i zranieniach, ale coś kompletnie niezobowiązującego. Na przykład wycieczkę rowerową (nie trzeba gadać, można się zmęczyć, endorfiny gwarantowane) albo wyjście na występ kabaretu lub do aquaparku. Chodzi o to, by stworzyć lepszą atmosferę, poczuć przez moment frajdę. Wspólnie pomachać ogonami:-). Nasze mózgi, choć bardziej skomplikowane niż mózgi psów, możemy stymulować na różne sposoby i powodować, że będziemy czuć się lepiej.

Dobra atmosfera powoduje, że patrzymy życzliwie na drugą osobę, a wtedy łatwiej nam dostrzec jej dobre strony (każdy jakieś ma, naprawdę!), poruszyć pewne tematy, czy po prostu cieszyć się sobą. To zazwyczaj nie działa od razu, trzeba powtarzać!

Testowanie

Dlatego właśnie postanowiliśmy sami sobie rzucić wyzwanie (w końcu nazwa strony zobowiązuje) i chodzić regularnie na randki, z których jednak większość ma być inna niż zwykle. Chcemy zrealizować w końcu tę randkę w WARSIE, o której mówimy od 4 lat, pójść na mecz koszykówki, o której nie mam pojęcia. Puszczać kaczki nad Odrą. Wejść na wszystkie wrocławskie wieże. Zrobić piknik w parku. Trochę się razem pobawić. Spróbować sprawić, by ta druga osoba była szczęśliwsza.

To wszystko chcemy dla Was opisać i zaprosić Was do zabawy. Jeszcze pomyślimy jak to będzie wyglądać w praktyce. Opiszemy pewnie najpierw kilka wesołych randek, które już za nami. Na razie piszę, żeby mi nie opadł entuzjazm, a Wojtek nie cofnął swojej zgody na udział. Ja już tak mam, najpierw wymyślę i się ekscytuję, a potem zaczynam się zastanawiać, czy to dobry pomysł. Moja pierwsza myśl po napisaniu tego artykułu była taka: „Ale sobie wybrałaś miesiąc na rozpoczęcie… Piknik w listopadzie? Serio?”.

Pierwsza relacja wkrótce. Będziecie śledzić?


Komentarze do wpisu “Rzucamy sobie wyzwanie!

  1. Bardzo się cieszę z pojawienia się tego wpisu. To świetne z Waszej strony, że dzielicie się mądrze swoimi doświadczeniami. To budujące i inspirujące 🙂
    Wszystkiego dobrego dla Was!

  2. Maja,trzymam kciuki za wyzwanie:) Dzieki za bardzo szczery wpis. Nie piszcie listu pozegnalnego! Nawet jak publikujecie rzadko,to zawsze to wnosi cos cennego 🙂

  3. Bardzo serdecznie was pozdrawiam i cieszę się, że wracacie i na to wasze wyzwanie! Inspirujecie mnie! Kryzysy są mi znane a u mnie cel był taki żeby raz w miesiącu mieć randkę, ale ciężko to ogarnąć logistycznie. Mam kupione bilety na musical Metro i chociaż mąż nie jest do końca zachwycony mam nadzieję że tak się ułoży że wybierzemy do mojego Wrocławia razem. Pozdrawiam serdecznie i będę śledzić!

  4. Jest piękny listopad! Najwyżej będzie piknik w rękawiczkach, na ławce, nie na trawie i z gorąca kawą/herbatą w termosie zamiast lemoniady 🙂 Trzymam kciuki!

  5. Będę czekać i śledzić z radością! 🙂
    My z Mężem staramy się właśnie stworzyć przestrzeń na więcej życia w życiu. ? Żeby coś się działo, coś przeżywać, a nie tylko egzystować… Także testowanie fajnych randek i przeżyć także u nas. Może się czymś zainspirujemy? 🙂 Powodzenia!

  6. Dzięki. Ten artykuł to dla mnie inspiracja… i to dziś gdy mamy kolejną rocznicę zaręczyn a nasze małżeństwo w „ustawicznym komunikacyjnym kryzysie”….Więc dziś zapowiadało się na wielkie nic, ale dałaś mi natchnienie i zamówiłam bilet do kina. Tak, są jeszcze rzeczy które wspólnie dają nam zwyczajną radość. 🙂

  7. Brawo, Kochani!! Dziękuję, że piszecie…I to tak otwarcie, o kryzysie itp. Człowiek czuje, że nie jest sam w swoich problemach. Bardzo dziękuję! Tak miło się czyta Wasz w teksty…jak byśmy Was slyszeli, się znali od lat….;)

  8. Dziękuję! Brawo za wytrwałość i szczerość. Ja też jestem zdania, że kryzys to błogosławieństwo w szerszej perspektywie. Dobrze, że o tym piszecie odwołując się do własnego doświadczenia, bo dzięki temu jesteście prawdziwi 🙂 Niech dobry Pan Bóg błogosławi Wam bardzo obficie! i niech błogosławi również Waszemu wysiłkowi utrzymywania tej strony!

  9. Jedno, co w życiu niezmienne to nieustanne zmiany. Kryzys niejako wymusza taka zmianę. Owocem naszego ostatniego kryzysu było postanowienie, że przez okres jednego tygodnia, na koniec dnia każde z nas dziękuje drugiemu za dobro (jeden czyn) które doświadczył od drugiego. Ta praktyka z tygodnia rozciągła się na miesiące i bardzo ociepliła nasze relacje.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Powrót do góry