W poszukiwaniu sensu

Koleżanka opowiadała mi jakiś czas temu o swojej mamie. O tym, że gdy ona zmęczona i często zniechęcona podjeżdża pod dom mamy, ta wybiega radosna i uśmiechnięta. I tak jest za każdym razem. Koleżanka zapytała ją, jak to się dzieje, że jest taka. W jej życiu nie wszystko dobrze się układało. Nie staje się młodsza. Mogłoby się wydawać, że ma „prawo” do bycia ponurą i zniechęconą. Mama odpowiedziała, że codziennie rano podejmuje decyzję, że będzie szczęśliwa. Szuka dobra i świadomie wybiera swoją reakcję na to, co jej się przytrafia i co ją otacza.

Dla mnie takim wzorem pogody ducha jest moja kochana Babcia. Ma 93 lata, prawie nie widzi, jest jej ciężko przeżywać starość i wszystkie z nią zwiazane ograniczenia, ale jest szczęśliwa.

Szczęście

Trudno jest pisać o szczęściu, nie ocierając się o banał i płytkie rozważania. O szczęściu rozumianym nie jako powierzchowna, krótkotrwała przyjemność, lecz bardziej jako postawa polegająca na miłości i wdzięczności za to, co mamy, na dawaniu siebie innym.

Możliwe, że w głowach niektórych mogą odezwać się głosy krytyczne, wskazujące na takie życiowe przypadki, gdy bycie szczęśliwym jest bardzo trudne (np. ciężka choroba, umierające dziecko, skrajna bieda). Trudne, bo życie może stracić sens.

Poszukiwanie sensu

Znacie książki Viktora Frankla? Frankl stracił całą rodzinę w czasie wojny i doświadczył wiele okrucieństwa. Podczas pobytu w obozie koncentracyjnym odkrył, że zawsze, nawet w chwilach największego cierpienia i upokorzenia, pozostaje samoświadomym istnieniem. Może patrzeć z boku na wszystko, co się dzieje (również z jego ciałem).

W swoim wnętrzu może decydować jak to, co się dzieje z nim i innymi, będzie na niego wpływać. Stwierdził, że pomiędzy tym, co człowiekowi się przydarza a jego reakcją, jest wolność, czyli możliwość wyboru tej reakcji. Bez względu na sytuację.

Frankl wskazywał, że życie ma sens i potencjał w każdych warunkach, nawet w tych najbardziej nieszczęśliwych. Jak pisze w książce „Człowiek w poszukiwaniu sensu”, głównym celem życia człowieka nie jest dążenie do przyjemności czy unikanie cierpienia, ale znalezienie sensu. Dlatego ludzie są nawet gotowi cierpieć, jeżeli nadadzą swojemu cierpieniu sens.

Jak pisać?

I tu po raz kolejny dochodzimy do miejsca, w którym nam trudno pisać bez odwołania się do Boga, ponieważ piszemy od siebie, bazując na swoich przeżyciach i wartościach.

Kilkakrotnie słyszałam, że mi jest łatwo  być szczęśliwą, bo mam dobrego męża, troje dzieci, niezbędne do utrzymania środki itd. Ale to nie tak. Wielokrotnie przeżywaliśmy ciężkie chwile w małżeństwie (ot choćby kilka dni temu mieliśmy bardzo trudny dialog dotyczący zupełnie fundamentalnych dla nas spraw), wychowanie naszych dzieci bywa dla nas ogromnym trudem, a pieniędzy czasem nie wystarcza (np. dlatego, że podejmowaliśmy złe decyzje finansowe). Jednak poczucie sensu i szczęścia budujemy na Nim, nie uzależniamy go od zmiennej codzienności.

Myślimy poważnie nad formułą tej strony, bo coraz trudniej pisać nam bez odwoływania się do Boga. Zresztą, ostatnio takie odwołania same pojawiają się w tekstach, bo tym żyjemy. Nie będziemy więc już na siłę, jak to było na początku, unikać fundamentalnych dla nas nawiązań.

Gęba

Odwiedził nas ostatnio mój przyjaciel, który pracuje nad swoją stroną internetową. Zastanawialiśmy się wspólnie, czy da się pisać w sposób, który trafia do wszystkich, w sytuacji, gdy artykuły dotykają naszych najgłębszych przekonań i postawy życiowej. Coraz wyraźniej widzimy, że się nie da.

Ciężko i nienaturalnie jest zakładać sobie samemu kolejną gombrowiczowską „gębę”, w zależności od tego, z kim akurat rozmawiamy albo do kogo piszemy. Tęsknię za pełną autentycznością. Uczę się nienakładania masek, nieunikania pewnych niewygodnych tematów. Chcę mieć odwagę mówić wprost, bez względu na to, czy kogoś moimi poglądami urażę. Nie przejmować się, że będą się ze mnie śmiać, że uznają mnie za oszołoma i się ode mnie odwrócą. Takiej postawy uczę się od mojego męża. Różnie mi wychodzi, ale codziennie robię mały krok w tym kierunku.

Narzekanie

Nie macie czasem wrażenia, że narzekanie to sport narodowy Polaków? Na mundialu nam nie poszło, za to w tym jesteśmy świetni (na zdjęciu kara, jaką nałożył nasz syn na kapitana polskiej reprezentacji).

Narzekamy, by zmniejszyć napięcie, by poczuć przez chwilę ulgę. Narzekamy, by inni nam współczuli, by okazali zainteresowanie. Bywa, że nie dostrzegamy, jak często to robimy. Czasem mam wrażenie, ze spotkania z niektórymi ludźmi są swego rodzaju maratonem narzekania. Ach, to jeszcze nic, u mnie jest jeszcze gorzej. Uwielbiamy podkreślać jak bardzo jesteśmy zmęczeni i zajęci, jak wiele musimy zrobić. Ale najchętniej narzekamy na innych, że są tacy czy owacy. Chętnie narzekamy też na najbliższych, na małżonków, teściów, rodziców i dzieci.

W książce Lindy Dillow „Jaką żoną jestem”, w rozdziale dotyczącym narzekania, opisanego jako częsta przypadłość, znalazłam taką historię. Żona narzeka na męża, wymieniając szereg jego wad i negatywnych zachowań. Słuchający jej dotąd cierpliwie i w milczeniu pastor pyta, dlaczego w takim razie wyszła za kogoś tak pełnego wad. Kobieta odpowiedziała, że mąż nie był taki przed ślubem. Pastor skwitował to krótko „To znaczy, że stał się taki, ponieważ ożenił się z tobą”?

Mam tę historię ciągle w głowie, gdy mam ochotę ponarzekać (zdarza mi się, a jakże, na męża, na innych, na nawał obowiązków itd.).

Czarna kropka

Znacie historię o czarnej kropce? Nauczyciel pokazał uczniom białą kartkę z umieszczoną na nim czarną kropką. Zapytał uczniów, co widzą. Wszyscy odpowiedzieli, że czarną kropkę. Na pytanie, czy widzą coś jeszcze, odpowiedzieli, że nie.

Nauczyciel wskazał, że przecież zdecydowaną część zajmuje białe tło. Jednak oglądający ten obraz skupili się na obecności czarnej kropki. Oczywiście, jest kontrastowa, rzuca się w oczy, jednak zajmuje proporcjonalnie bardzo mało miejsca na płaszczyźnie, która w zdecydowanej części jest biała.
Spróbujmy widzieć przede wszystkim tę białą część kartki, tak jak patrzy na nas Bóg. Biała przestrzeń jest ona symbolem tego, co dobre w świecie, w nas samych i w innych ludziach. Biel niech symbolizuje miłość, wrażliwość, dobre intencje i czyny.

Jeżeli koncentrujemy się na tym, co dobre, wtedy bardziej naturalne niż narzekanie staje jest wyrażenie wdzięczności. Gdy nasze myśli napełniamy tym, co złe, po pewnym czasie widzimy tylko to, co złe czy niedoskonałe.

Psalm 34

Fragment z Psalmu 34 z czytań środowych. Natalia miała rację, pisząc w komentarzu do wyzwania lipcowego, że dobrze koresponduje z czytaniami.
„Powściągnij swój język od złego,
a wargi swoje od kłamstwa.
Od zła się odwróć, czyń dobrze,
szukaj pokoju i dąż do niego”.

37 Udostępnień

Komentarze

  1. Wojtek

    W historii Lindy Dillow jest błąd logiczny.
    Jej mąż niewątpliwie stał się taki PO ożenieniu się z nią. (Chronologicznie).
    Natomiast wniosek, że stał się taki ‚PONIEWAŻ’ się z nią ożenił jest nieuzasadniony.
    Być może zmienił się z innych przyczyn.

    1. Maja

      Wiadomo, że to duże uproszczenie. Ale to nie musi być błędne zdanie. Chodziło jednak o uświadomienie tej kobiecie, że jej narzekanie na męża na pewno nie spowoduje jego zmiany o wzrostu.

  2. Wojtek

    Wielokrotnie zastanawiałem się dlaczego narzekamy.
    Moja prywatna teoria głosi że to prośba o pomoc maksymalnie uwiarygodnienia.
    (Jak ten list z pustyni do którego znaczek przypięto spinaczem).

      1. Wojtek

        Nam też się wydaje, że narzekanie na męża czy żonę podcina skrzydła. Po co się starać, skoro zaraz mnie skrytykuje. Szczególnie czułe będą na to osoby, których językiem miłości są dobre słowa.

    1. Maja

      Myślę, że każdy narzeka z nieco innej przyczyny. Ja wtedy, gdy chcę nieco spuścić wewnętrzne napięcie. I to mi wystarcza, by poczuć się lepiej. Ale szukam innych metod, bo jednak mam głębokie przekonanie, że narzekanie nie jest dobre.

  3. Remi

    Dobre szczęśliwe i trwałe małżeństwo jest wartością niezależną od kultury czy religii. Jest potrzebą która ukształtowała się w ludzkości setki tysięcy lat temu prawdopodobnie jeszcze przed powstaniem naszego gatunku. Każdy facet bez względu na rasę czy religię gdzieś tam wewnętrznie marzy aby zakochać się, uszczęśliwić swoją wybrankę i zachować trwałość głębokiego związku.

    Dlatego w Waszej stronie cenię to, że to czym się dzielicie jest, bardzo szczere, uniwersalne i przydatne dla każdego bez względu czy jest religijny czy nie.

    Link do Waszej strony mogę polecić każdemu, również tym którzy są wyznania starosłowiańskiego, czy ateistami, bo wiem, że każdy znajdzie wartościowe inspiracje dzięki Waszej szczerości pomysłowości i doświadczeniu w tym blogu.

    Ostatnio zachwycam się znajomymi którzy mają rewelacyjne i bardzo trwałe małżeństwa choć są niewierzący.

    Z drugiej strony wiem dobrze, że Wy jesteście osobami które odkryły Boga w swoim życiu. I oczywiście było by to dziwne gdybyście to ukrywali. Szczególnie, że nie jest to obojętne dla Waszego małżeństwa.

    Tak, że życzę Wam dobrego wybrania dalszego kierunku Waszej strony. Bo to przedsięwzięcie jest bardzo potrzebne i wartościowe.

    Mam nadzieję, że wiele małżeństw zainspirowanych Waszą stroną dołączy do Was lub rozpocznie własne blogi. Bardzo mi się podobało to, że w filmikach różne małżeństwa podzieliły się różnym spojrzeniem.

    Powodzenia! I ogromne dzięki za tą stronę i tego bloga.

  4. Kasia

    Dokładnie tak Wojtku zgadzamsię z Tobą, że wielokrotnie narzekanie jest pewnego rodzaju wołaniem albo o pomoc albo o wysłuchanie i bycie zrozumianym , gdyż narodową grą Polaków jest również ta pt.: „Kto ma gorzej?” Mówisz komuś np martwię się bo moje dziecko ma grypę . A ktoś odpowiada eee grypa to nic mojej znajomej córka ma raka to jest dopiero zmartwienie. Ewentualnie „ a ja mam podejrzenie wrzodów żołądka” Albo mówisz zepsuło mi się auto będzie z 2 tyg u mechanika ciężko mi ogarnąć codzienność bez auta. Słyszysz eee to nic mojemu znajomemu spłonęło mieszkanie tj dopiero kłopot albo ktoś mówi a ja w ogóle nie mam auta i jakoś sobie radzę . Zamiast empatii która może wyrażać się w słowach np „to faktycznie może Ci być teraz trudno” i ewentualnie zaproponowanie pomocy słyszymy albo że nie ma się czym przejmować albo że ktoś ma gorzej. Inna sprawa że są osoby, które znajda problem na każde rozwiazanie i niezależnie jaką pomoc zaproponujesz to zawsze jest nie to czego oni by oczekiwali. A zatem dla mnie wniosek taki jeśli chcesz by ludzie mniej narzekali ( oczywiście oprócz pracy nad własnym narzekaniem) okazuj jak najwiecej empatii i proponuj pomoc jeśli mozesz jej udzielić .

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *