Wyzwanie małżeńskie na listopad 2018

Mieliśmy wiele pomysłów na kolejne wyzwanie małżeńskie, jednak w ostatnie dni jak bumerang wracała myśl – napiszcie o tym, co najważniejsze.

Nie wiemy, kim jesteś. Skoro to czytasz możemy przyjąć jedno – zależy Ci na Twoim małżeństwie. Nie wiemy jednak, czy budujecie swoje małżeństwo na Bogu. Jeśli wzięliście ślub kościelny, poprzez przyjęcie sakramentu małżeństwa zaprosiliśmy Boga do swojego małżeństwa. Jakie jednak miejsce daliście Mu w Waszej codzienności? Czy przypadkiem nie zajęliście się sobą i swoimi sprawami, Jego zostawiając na boku?

A On chce być między Wami, uzdrawiać to, co zranione, uczyć prawdziwej miłości.

Fundament

Moglibyśmy wymyślać wyzwania na kolejne 10 lat, jednak wspólna modlitwa jest dla nas absolutnym fundamentem. Z naszego punktu widzenia, pisanie o randkach, czułości, rozmowie itp. jest ważne, ale… jest pokazywaniem tylko tej ludzkiej, powierzchownej części małżeńskiej rzeczywistości. Potrzebujemy budować na Kimś silniejszym niż my. „Jeżeli Pan domu nie zbuduje, na próżno się trudzą ci, którzy go wznoszą”.

Ktoś powie: jest wiele szczęśliwych niewierzących małżeństw. Oczywiście, że tak. Są również nieszczęśliwe wierzące. Jednak mamy pewność, że pewnej głębi, Tajemnicy i Ogromnej Miłości dotkną tylko te małżeństwa, które wspólnie budują na Nim. Prawdziwie budują.

Przyjdź do źródła

Codzienna modlitwa, czasem resztką sił, trzyma nas przy życiu i przy sobie. Ufamy głęboko, że przede wszystkim dzięki modlitwie idziemy wciąż razem. W naszej codzienności jest wiele trudnych momentów, wiele raniących słów, niepotrzebnej złości, zamknięcia na siebie. Czasem dobijają nas nasze słabości.

Czujemy się zupełnie bezradni w obliczu niektórych zachowań jednego z naszych dzieci, mimo że wiemy, że ono nad nimi nie panuje. Mamy różne wizje codzienności, choć na szczęście wspólną wizję celu. Nieuchronnie, każdego dnia mamy troszkę mniej sił niż wcześniej (już tego powoli doświadczamy). Gdy jednak codziennie spotykamy się na modlitwie, widzę jak Jezus zabiera to od nas. Obmywa nas i daje nowe siły. Uczy nas swojej miłości.

Jesteśmy często rozczarowani formą naszej modlitwy, tym, że jest „na oparach”, że wciąż taka sama. Jednak trwamy. Nie musimy niczym sobie zasłużyć, by Jezus działał. By usuwał to, co złe, niedoskonałe, brzydkie. Aby dodawał sił i codziennie na nowo pozwalał wstać, iść i kochać.

Módlcie się razem

To jest wzywanie na listopad. I na całe życie.

Jeżeli tego nie robicie, w kolejnym artykule podpowiemy jak zacząć. Dobrze znamy trudne początki wspólnej modlitwy.

Jeżeli jesteście od lat we wspólnocie lub po prostu, macie w zwyczaju modlić się we dwoje od dawna, ucieszcie się tym! To dar! Jednocześnie przyjrzyjcie się tej modlitwie. Czy udaje Wam się modlić codziennie? Otwieracie się na Boga i siebie nawzajem? Czy forma modlitwy odpowiada Wam obojgu?  A może wolelibyście zmienić jej porę czy miejsce ? Mamy nadzieję, że również ci bardziej „zaawansowani” znajdą w tym miesiącu odrobinę inspiracji.

Jeśli wierzy tylko jedno z Was lub jeżeli nie jesteście osobami wierzącymi, w tym miesiącu spróbujcie wyrażać sobie miłość i wsparcie w inny sposób. Kolejne wyzwanie będzie już dla wszystkich.

Przypominajki na lodówkę

28 Udostępnień

Komentarze

  1. Ewa Wenge

    Ach to prawda kochani!!
    B.dobrze Ze o tym piszecie!!!
    Znowu musze sie odezwac 🙂
    Nasze 14,5 letnie doswiadczenie malzenskie tez to potwierdza – Ze malzenstwo z Jezusem i oparciem na Nim jest cudowne i coraz piekniejsze-choc czasem jest i ciezkim krzyzem…..Dzieki trwaniu przy Nim -mimo naszej slabosci-przeszlismy przez powazne kryzysy i potrafilismy sobie rozne zranienia poprzebaczac….Ale to wszystko Boza laska i Jego prowadzenie….
    Dziekuje Wam za Ten wpis !!!
    Pozdrawiam.Ewa

  2. Emilia

    Czyżby znowu zabrakło przypominajki na lodówkę? 😉 Będziemy za nią wdzięczni. Tym bardziej, że nasza wspólna modlitwa to pięta achillesowa, nad którą ciągle wisi plan poprawy. I do tej pory tylko w sferze planów niestety…

  3. Dorota

    Trochę mi przykro gdy czytam takie słowa…, że bez Boga nie zbuduje się dobrego małżeństwa. Dla mnie to tak jakby ktoś mi powiedział, że mogę już się rozwieść, bo i tak nie dotrwamy razem do starości. (A co z ludźmi, którzy nie wierzą?) Ja ostatnio przeżywam kryzys w kwestii wiary a mój mąż blisko nie był i na razie nie zamierza być.
    Dodam jeszcze, że nie wyobrażam sobie modlitwy wspólnej. Dla mnie jest to tak intymna sprawa, że nie wyobrażam sobie modlić się z nikim (tak naprawdę modlić, bo modlę się z moimi córkami, ale później modlę się w ciszy i spokoju tak „naprawdę”).

    1. Maja Pietkiewicz

      Rozumiemy, że jest Ci przykro, choć absolutnie nie było to naszym zamiarem. Zastanawialiśmy się z tym, czy pisać o modlitwie małżeńskiej, bo nie chcieliśmy nikogo urazić czy zniechęcić do czytania. Jednak nie pisząc o niej mielibyśmy poczucie, że nie napisaliśmy o czymś, co jest fundamentem w naszym małżeństwie i że sprzeniewierzylibyśmy się temu, co w naszym życiu najważniejsze.
      Rozumiemy co czujesz, bo jeszcze kilka lat temu czuliśmy się tak samo i budziło to nasz bunt. Mieliśmy to szczęście, że inni ludzie pociągnęli nas do Boga. I wtedy zobaczyliśmy, że wierząc można zobaczyć więcej. Nie oznacza to, że małżeństwa takie jak Wasze nie mogą być szczęśliwe! Pewnie, że mogą i znamy takie! Chodziło nam jednak o wspólne dojście do strefy duchowej, która daje możliwość dotknięcie Tajemnicy, o intymność i jedność trudną do wyobrażenia bez wiary, dlatego właśnie, że wiary dotyczy.
      Piszesz, że wspólna modlitwa jest dla Ciebie zbyt intymna. Też tak to odczuwaliśmy i też o tym będzie kolejny wpis. Pokonywaliśmy ten wstyd, a teraz modląc się razem nie czujemy już wstydu tylko wielką jedność i ciekawość, jak to drugie przeżywa swoją duchowość.
      Czy możemy się za Was modlić w naszej modlitwie małżeńskiej? Ściskamy bardzo mocno i serdecznie.

  4. Neta

    Hmmm… a jeśli jedna strona jest niewierząca? Pozostaje jedynie modlitwa indywidualna…. przyznaję jednak, że pozostaję w poczuciu – nie ma wspólnej modlitwy zatem w jakimś stopniu już nasze małżeństwo jest na lekko straconej pozycji. I tak, wiem, że Bóg może wszystko, jednak to wyzwanie jest dla mnie trudne, bo bardzo gra na mojej tęsknocie za nawróceniem mojego męża.

    1. Maja Pietkiewicz

      Prosimy, przeczytaj nasz komentarz poniżej, bo odnosi się również do Twojego wpisu. Zdajemy sobie sprawę, że musi to być dla Ciebie trudne. Znamy kilka par, w których mąż nawrócił się po wielu, wielu latach modlitwy żony za niego. Jednak te lata musiały być bardzo trudne. Wybacz nam, że poruszyliśmy taki temat, ale tak jak pisaliśmy poniżej, nasz obraz małżeństwa byłby niepełny. Może uda nam się napisać coś dla osób w takiej sytuacji, choć wymaga to wielkiej delikatności, nie chcemy bowiem nikogo ranić. Będziemy o Was co wieczór pamiętać.

  5. Gosia

    Piękne to,co piszecie😊piękne świadectwo i zachęta. Mój mąż jest takim introwertykiem,że nasza wspólna modlitwa często trwa kilka dni,a pytam znów miesiąc przerwy😉muszę się modlić o tę łaskę

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *