Jak mogę zadbać o moje potrzeby?

Jeśli realizujesz lub skłaniasz się do realizacji wyzwania czerwcowego, zapewne przez głowę przemknęła Ci lista Twoich potrzeb, szczególnie tych niezrealizowanych. Dziś chcielibyśmy skłonić Cię do namysłu nad tym, kto jest odpowiedzialny za ich realizację.

Uzupełniam ten wpis po przeczytaniu dwóch komentarzy, z których wynika, że moje intencje zostały zupełnie błędnie zrozumiane. Wydaje mi się, że w głównej mierze przyczyniły się do tego zdjęcia z podróży sprzed prawie 10 lat. Kojarzyły mi się one z radością i odpoczynkiem, ale również ilustrowały zdanie o odwadze i masce tlenowej. Poza tym znalezienie i umieszczenie ich zajęło mi 5 minut. Zazwyczaj dobieranie zdjęć do wpisów zajmuje nam bardzo dużo czasu, który moglibyśmy przeznaczać na bardziej pożyteczne kwestie.

Tymczasem, ku naszemu zdziwieniu, całość została odebrana jako swego rodzaju nawoływanie do spełniania rozpasanych potrzeb czy raczej zachcianek, na które mało kogo stać. To zupełnie nie tak! Potrzeby, o których tu piszę, są związane przede wszystkim z odpoczynkiem, niezbędnym dla funkcjonowania naszych ciał i rozwojem, także wpisanym w ludzką naturę. Dysponowanie finansami pozostawiamy zaś decyzjom czytelników:-)

O potrzebach można pisać na wiele sposobów, przytaczać ich rozmaite klasyfikacje. Jednak kluczowe jest uświadomienie sobie, co sam możesz zrobić, by je zaspokoić i co tak naprawdę stoi na przeszkodzie ich realizacji? Masz odwagę się temu przyjrzeć?

Czy moje potrzeby są ważne?

Będąc małżonkiem i rodzicem doświadczasz być może pewnego specyficznego napięcia. Uczysz się bowiem dzielić swój czas, środki finansowe i zasoby emocjonalne pomiędzy swoich najbliższych i siebie samego. Łatwo pogubić się w utrzymaniu równowagi pomiędzy dbaniem o siebie (swoje ciało, duszę i intelekt) a to, czego potrzebują od Ciebie inni.

Pamiętam, że od dziecka miałam naturalną umiejętność dbania o moje potrzeby: odpoczynek i rozwój. Nie minęło mi to wraz z wiekiem i nowymi tożsamościami. Nawet w natłoku spraw potrafię wygospodarować czas na sen, samotną kawę, czytanie wartościowych książek, pływanie, pójście na wystawę itp. (to lista czynności, których praktykowanie pozwala mi odpocząć i daje zadowolenie oraz możliwość rozwoju).

Odkąd zostałam mamą, miałam jednak dylemat, czy nie za dużo tej przestrzeni dla mnie, czy moja postawa nie jest egoistyczna. Mimo że nie odbywało się to kosztem rodziny, bo np. na wystawę zabieram dzieci, a picie kawy przerywam, gdy dziecko płacze. Widzę wyraźnie, że te chwile dla siebie są niezbędne dla zachowania zdrowia, radości życia i gotowości do bycia dla innych. Dzięki tym momentom mogę zajmować się naszym małżeństwem, trójką dzieci, blogiem, wspólnotą, pracą.

A co na to nasz kot?

To pytanie od rzeczy, pojawiło się spontanicznie, jako skutek olśnienia! Już wiem, dlaczego Patison (imię kota) obsikał mi ostatnio dwie pary ulubionych butów. Na dbanie o niego nie wystarcza mi już siły. To był akt zemsty.

Maskę tlenową załóż najpierw sobie

Gdy rozważałam, czy dbanie o własne potrzeby nie jest przejawem zbyt wybujałego ego, usłyszałam od spowiednika (to samo usłyszysz od psychoterapeuty), że aby wiedzieć, ile mogę dać, muszę najpierw wiedzieć, ile mam. Dlatego w pierwszej kolejności mam przyglądać się temu, co mam i zobaczyć, czego mi brakuje i zadbać o uzupełnienie tego. Wtedy dopiero mogę ocenić, ile mogę ofiarować swoim bliskim (i innym ludziom).

Najpierw mam napełnić swój akumulator, by móc wspomóc innych. Jak w samolocie, dorosły najpierw nakłada maskę tlenową sobie, a potem dziecku. Jeżeli nie będziemy regularnie czerpać tlenu, sami padniemy i na pewno nie pomożemy w niczym naszym bliskim. Dzieci widząc, jak dbamy o siebie, aby móc lepiej zadbać o nie, nauczą się mądrego dbania o swoje potrzeby. To tak samo jak z wychodzeniem na małżeńskie randki!

Kilkakrotnie podczas warsztatów lub dni skupienia dla kobiet, rozmawiałam ze starszymi ode mnie kobietami. Stwierdzały z żalem, że w minionych latach wszystko dawały dzieciom, a o sobie zupełnie zapominały. Teraz dzieci dorosły, mają swój świat, a ich matkom ciężko odbudować relacje z przyjaciółkami, wrócić do własnych zainteresowań. Pięknie jest dawać siebie w służbie, warto jednak pamiętać, by zostawić pewną przestrzeń dla siebie – na to, by chwilę odetchnąć zanim pójdziemy dalej.

Wyładowany akumulator

Gdy jestem niewyspana czy głodna (niezaspokojone podstawowe potrzeby fizjologiczne) albo gdy się czegoś boję (niezaspokojona potrzeba bezpieczeństwa), od razu widzę, jak fatalnie wpływa to na mój stosunek do męża i dzieci. Jestem rozdrażniona, reaguję niewspółmiernie i trudno mi pochylić się z cierpliwością nad rozhisteryzowanym dwulatkiem czy zmęczonym mężem.

Jeżeli widzę, że nie mam czasu dla siebie lub jakaś inna moja ważna potrzeba jest niespełniona, zaczynam się frustrować. Potem robię się zła. Wtedy pojawia się w głowie światło ostrzegawcze, już wiem, co to oznacza.

Gdy czujesz frustrację lub złość, przyjrzyj się sobie. Może jakaś niezaspokojona potrzeba daje o sobie znać? Bądź uczciwy wobec siebie i nie zrzucaj odpowiedzialności za swoje frustracje na małżonka czy dzieci. Zobacz, co możesz z tym zrobić. Więcej na ten temat w kolejnym wpisie.

Lista drobnych przyjemności

Każdy z nas jest odpowiedzialny za spełnienie swoich potrzeb. Za to, by je określić, realizować i zakomunikować małżonkowi czy innym osobom.

Jak to? Przecież sama nie spełnię swojej potrzeby bycia akceptowaną i kochaną przez męża! Nie pójdę na samotny spacer, jeżeli ktoś nie zaopiekuje się w tym czasie dziećmi. Owszem, jednak po pierwsze, odróżnijmy potrzeby, których realizacja leży w naszym zasięgu, od tych, do których realizacji potrzebne są inne osoby. Po drugie uznajmy, że najpierw trzeba samodzielnie rozpoznać, czego potrzebuję, podjąć decyzję o nieodkładaniu tego na wieczne nigdy, a dopiero potem właściwie to zakomunikować bliskim. W tym pomocne jest wyzwanie czerwcowe, czyli karnety potrzeb. O komunikowaniu swoich potrzeb będziemy pisać w kolejnym wpisie.

Namawiamy Cię do stworzenia listy drobnych przyjemności. Spisz czynności i sytuacje, które sprawiają Ci przyjemność i ładują twoje akumulatory. To jest możliwe! Poszukaj najpierw takich, które możesz zrealizować bez pomocy innych. A potem w ciągu dnia znajdź momenty, by na spokojnie usiąść i głęboko pooddychać, napić się kawy czy herbaty z pięknej filiżanki, poczytać książkę (zamiast bezmyślnie patrzeć w FB), nałożyć pięknie pachnący krem do rąk, powąchać lawendę rosnącą na balkonie. W wersji męskiej to może być drzemka, dobry artykuł na interesujący Cię temat, jazda na rowerze albo granie na gitarze. Drobiazgi, które zajmą chwilę, lecz dadzą chwilę oddechu przed dalszymi zadaniami.

Nasz syn potrafi godzinami przekładać karty z piłkarzami, a mnie najbardziej relaksuje czytanie i pływanie. Jeżeli masz problem z myśleniem o swoich potrzebach, powieś listę w widocznym miejscu i często na nią zerkaj, sprawdzając, czy coś dziś zrobiłaś/zrobiłeś, by naładować swój akumulator. Pamiętaj, by dostarczać sobie regularnie tlenu!

 

Fanki zdjęć Wojtka zapewniam, że pojawią się one w innych wpisach. Przy okazji pozdrawiam Elę, autorkę zamieszczonych tu zdjęć sprzed lat.

33 Udostępnień

Komentarze

  1. Ewelina

    Dziękuję! Bardzo potrzebowałam przeczytać powyższy fragment. Odkąd jestem mamą dwójki dzieci zapomniałam o moich potrzebach, tak bardzo, że w obecnej chwili nawet nie wiem jakie one są. Muszę mocno pomyśleć, by powróciły.
    Naprawdę cieszę się, że jesteście i piszecie. Nie śledzę wszystkiego od słowa do słowa (żałuję), ale jak tylko udaje mi się przysiąść i zajrzeć do Was, to pojawia się słońce i uśmiech. Wasze rady są bardzo cenne i pomocne, szkoda tylko, ze tak rzadko z nich korzystam.
    Nie mnie jednak trwajcie i twórzcie dalej!
    Powodzenia!
    Pozdrawiam

    1. Maja Pietkiewicz

      Tak sobie pomyślałam, że powinnaś wrzucić czwartkowe czytanie wpisu na listę przyjemności hihi. A tak serio, to dziękujemy za słowa wsparcia. Nie zapominaj o sobie. To naprawdę ważne. Ściskamy!

  2. Wojtek

    Maju,
    Dziękuję za tego bloga, wyzwanie małżeńskie jest bardzo wartościowe.
    Jednak teraz mam mieszane uczucia co do artykułu.
    Ten wpis wraz z poprzednim wskazała mi moja żona, twierdząc, że jest on bardzo trafny i potrzebny (również mi).
    Nie umiem się jednak z nim zgodzić.
    Wydaje mi się on być zupełnie sprzeczny z Ewangelią.
    Gdy go czytałem nieustannie dźwięczały mi w uszach słowa Chrystusa:
    „Łk.9,23 Potem mówił do wszystkich: «Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje! ”

    Zaparcie się samego siebie, krzyż. A nie dbanie o własny dobrostan.

    Eufemistycznie nazwane tu „dbanie o własne potrzeby” (Eufemistycznie, bo Pismo mówi jasno: ” Mając natomiast żywność i odzienie, i dach nad głową, bądźmy z tego zadowoleni!” – to są potrzeby. Rozszerzanie tego katalogu o dalekie podróże wydaje mi się być co najmniej samowolne. Czy rzeczywiście można nazwać „potrzebą” czynność, na którą stać kilka procent społeczeństwa?)

    Ktoś odpowie owszem, ale w innym miejscu mówi „idźcie i odpocznijcie nieco” (na marginesie ” Tak wielu bowiem przychodziło i odchodziło, że nawet na posiłek nie mieli czasu.”)
    I idą? No nie bardzo. Próbują, ale zanim docierają na miejsce tłumy ich uprzedziły. Apostołowie chcą ich odprawić, ale Chrystus właśnie wtedy mówi „wy dajcie im jeść” i wtedy rozmnaża chleb.
    Po raz kolejny każe im się oddalić w miejsce osobne (sam zostaje, by powstrzymać tłumy) ale z odpoczynku nici. Najpierw sztorm zakończony przyjściem Pana („Widząc, jak się trudzili przy wiosłowaniu, bo wiatr był im przeciwny”), a potem znów harówka w ziemi Genezaret.
    Więc z tego odpoczynku wyszły nici. Od pracy Apostoła (A obecnie Chrześcijanina) nie ma odpoczynku.
    Chrystus nigdzie nie mówi, by wyjeżdżać do SPA, ani nie rzuca sloganami „żeby dać, trzeba mać”.

    Bardzo bym chciał wierzyć w to co napisałaś.
    Moje życie było by wtedy na pewno łatwiejsze.
    Ale na razie mam poczucie, że powołanie chrześcijanina polega na czymś zupełnie innym.

    1. Maja Pietkiewicz

      Drogi Wojtku. Dziękujemy za ciekawy komentarz. Wydaje nam się, że intencja artykułu została przez Ciebie źle zrozumiana. Możemy jednak odpowiedzieć więcej w przyszłym tygodniu.

    2. Maja Pietkiewicz

      Przeczytałam Twój komentarz i pomyślałam najpierw, jak można było to w ten sposób zrozumieć? Ale potem zrozumiałam, że musiałam źle napisać, skoro tak to zrozumiałeś😊. Slogany? Ten akurat był myślą przewodnią nauki w trakcie spowiedzi, ale nie jesteśmy ani teologami, ani psychologami, lecz amatorami z dobrymi chęciami, więc na pewno będziemy upadać.

      Wydaje mi się, że przede wszystkim zdjęcia były główną przyczyną złego odbioru tekstu. Pochodzą sprzed prawie 10 lat, gdy byłam zaproszona na ślub i wesele w dość egzotycznym miejscu. To był jednak zwykły basen, nie spa😊 Umieściłam je, bo były łatwo dostępne i kojarzyły mi się z odpoczynkiem. Mój obecny odpoczynek, czyli głównie kwadrans przy kawie i książce, często obok sterty niezłożonego jeszcze prania i nieumytych naczyń, wydał mi się mniej fotogeniczny.

      Pisałam jednak o drobnych przyjemnościach, małych chwilach, które dają moment wytchnienia. Uważasz, że tekst jest niezgodny z Ewangelią. Bardzo mnie zasmuciło, że tak to zrozumiałeś i że nie umiem ująć jasno tego, co mam na myśli.
      Rozmawiałam jednak na temat tego tekstu z wieloma czytelniczkami i wiem, że kobiety zrozumiały to właściwie. Nie chodziło o absolutyzowanie odpoczynku, szukanie siebie, odcinanie się od bycia dla najbliższych i innych ludzi!!! Ani o odpoczynek od powołania chrześcijanina! (swoją drogą wyobrażam sobie ewangelizację w spa:-)). Każda kobieta, żona i mama, doskonale wie, że gdy zmęczona odpoczywa, a jej dziecko podejdzie zapłakane, ona odstawi napój/książkę i zajmie się dzieckiem! Jeśli zdecyduję się na samotny spacer, a ktoś zadzwoni np. w sprawie przygotowywanych teraz przez nas rekolekcji, będę z nim rozmawiać!
      Mam koleżankę, która raz w tygodniu chodzi na zajęcia z ceramiki. To czas tylko dla niej, rozwój pasji. Mąż ją w tym wspiera. I nie przeszkadza jej to być świetną żoną i mamą trójki dzieci, posługiwać w diecezjalnej diakonii modlitwy. Co więcej za kilka dni wyjeżdża na rekolekcje jako opiekunka do dzieci! Chodziło mi o to, by dbać o siebie, by móc być dla innych bez chronicznego przemęczenia, frustracji i złości.

      Rozmawiałam z kilkoma księżmi w ostatnich dniach, pytając, czy te wpisy stoją w sprzeczności z Ewangelią. Mówili mi, że nie! Że konieczność odpoczynku i bycia przez chwilę we własnej przestrzeni jest wbudowana niejako w ludzką naturę. Nie chodzi tu o długotrwałe odcięcie się od innych i skupienie na sobie, o absolutyzowanie swoich potrzeb w oderwaniu od potrzeb innych, lecz o przyjrzenie się sobie i łapanie oddechu. A dla nas, wierzących, jakże ważny jest czas w ciszy i samotności, by móc wsłuchać się w to, co Jezus od nas chce, a nie wynajdywać samodzielnie kolejne zadania do wykonania. Chodzi o gotowość, a nie nieustanne działanie. Jezus zachęcał apostołów do odpoczynku. W opisanej sytuacji okazało się, że nie odpoczęli, bo byli potrzebni. Byli w gotowości i poszli. Potem pewnie jednak odpoczęli, bo Jezus wie, czego potrzebujemy.

      Wydaje nam się, że w treść naszego małżeńskiego życia służba jest bardzo mocno wpisana, jednak wyraźnie czujemy, że na zmęczonej naturze łaska działa jakby mniej.

      I nieco humorystycznie. W życiu nie byłam w spa, bo mnie nie stać (ale nie uważam, by w spa było coś złego). Co więcej, o spa pisałam bardziej w kontekście własnej łazienki. Tak, było też zdanie o podróżach, jednak dotyczyło naszej rodziny i w żadnym razie nie było opisane jako niezbędna potrzeba. Te wcale nie tak częste wyjazdy, czy to niedaleko, czy gdzieś dalej, ciągle w wersji bardzo ekonomicznej, budują bliskość naszej rodziny i dają nam radość oraz oddech, zwłaszcza od szkolnej rzeczywistości. W gospodarowaniu naszymi zasobami stosujemy zasady, których nauczyliśmy się na kursie finansowym Crown, więc pamiętamy o innych. Być może tylko mała część społeczeństwa może sobie na podróże pozwolić, ale od pewnego pułapu jest kwestią wyboru, na co wydajemy. My np. mieszkamy w niedużym mieszkaniu w starym bloku i nie zanosi się na zmianę.

      Wszystko to bardzo ciekawe, chętnie przygotowalibyśmy oddzielny wpis na ten temat. Jednak strona z założenia miała być dla wszystkich małżeństw i dotyczyć rozważań na temat małżeństwa na płaszczyźnie niewymagającej perspektywy wiary (choć pewne nawiązania pojawiają się z uwagi na fakt, że my jesteśmy osobami wierzącymi i nasze małżeństwo budujemy na Bogu). Chcieliśmy dotrzeć też do tych, którzy nie mają, jak my w DK, zobowiązań pomagających budować relację małżeńską.

      Wojtku, wiemy, że lubisz takie dyskusje, ale jeśli chciałbyś to kontynuować, to może kiedyś na żywo (choć będzie mniej okazji, bo od września idziemy służyć przy parafii, zmieniamy krąg). Wolelibyśmy w najbliższych dniach przygotowywać rekolekcje (na temat służby właśnie!!!) i wpisy na stronę na czas wakacji, zamiast odpowiadać na dalsze komentarze. Błogosławionych wakacji. Maja i Wojtek

  3. Remi

    Super wpis! Szczególnie na początek wakacji. Gratulacje!
    Czasami trzeba swojej żonie pomóc – że ma prawo do przyjemności. Bo te nasze dziewczyny to są tak doskonałe, że dla dzieciaków wszystko i dla męża wszystko a na sobie to oszczędzają.

  4. sira

    To są psychologiczne dywagacje dla osób dobrze ustawionych i żyjących w dużych miastach z dostępem do spa,kin i innych przyjemności…
    A wiara to nie psychologia….Gdzie są w tym matki z siedmiorgiem dzieci na wsi bez pomocy przedszkola czy kogokolwiek….chyba to jest dla osób które mają za dużo kasy a nie wiążą koniec z końcem i męża ,który raptem przejmie wszystkie obowiązki

    1. Maja Pietkiewicz

      Dziękujemy za komentarz. Zachęcamy do lektury odpowiedzi na komentarz Wojtka, gdzie wyjaśniamy swoje intencje. Tu tylko wskażemy, że w żadnym razie teksty nie są kierowane do mieszkańców tylko dużych miast „mających za dużo kasy”. My faktycznie mieszkamy w stosunkowo dużym mieście i pewnie słabo wyobrażamy sobie życie na wsi. Jednak do tych opływających w kasę zdecydowanie nie należymy:-)
      Psychologami nie jesteśmy, teologami nie jesteśmy, tylko zwykłym małżeństwem, które z całych sił stara się zainspirować innych do drobnych zmian na lepsze ich w relacji małżeńskiej.
      W wierze na pewno upadamy, choć naszym celem i marzeniem jest droga do świętości. Codziennie pytamy Jezusa o Jego plan na nasze życie i czytamy Pismo Święte, ale wciąż na nowo musimy się nawracać.
      Znamy kilka mam z kilkorgiem (nawet 8) dzieci, mieszkających na wsi. I również dzięki nim wiemy, że wszystko co najlepsze jest za darmo: modlitwa, spacer, spotkanie z przyjaciółką, rozmowa z mężem na ławce.
      Często osoby mieszkające w mniejszych miejscowościach lepiej znają swoich sąsiadów, są otoczone rodziną. Mogą być może poprosić kogoś o popilnowanie dzieci przez godzinę, by się zdrzemnąć czy pójść z mężem na spacer.
      Pozdrawiamy!

  5. Basia

    Osobiście nie zgadzam się ze stwierdzeniem Wojtka, że wpis jest sprzeczny z Ewangelią. Pan Jezus umiał zadbać o własne potrzeby, umiał poprosić o jedzenie, czy picie, umknąć przed tłumem, znaleźć czas, aby spotkać się z przyjacielem Łazarzem. Dbał o relację z Ojcem, spędzał długie godziny na modlitwie, bo to było dla Niego ważne i Jemu potrzebne. W artykule Maja wyraźnie napisała: „Pięknie jest dawać siebie w służbie, warto jednak pamiętać, by zostawić pewną przestrzeń dla siebie.” Nie chodzi o to, aby koncentrować się wyłącznie na spełnianiu własnych potrzeb i zachcianek, ale jednak nasze ciało jest świątynią Ducha Świętego (1 Kor 6,19-20) i musimy o siebie dbać. Mam takie doświadczenie, że wiele grzechów rodzi się z powodu niedbania o siebie, o podstawowe potrzeby – np. niewyspana łatwiej popadam w zniecierpliwienie wobec męża i dzieci. Brak wypoczynku powoduje gorszą koncentrację w pracy. Trzeba dbać o siebie i kochać siebie, żeby móc pokochać bliźniego i to jest właśnie po Bożemu. Dziękuję za ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *