Jak sowa próbuje się dogadać ze skowronkiem

Jak sowa próbuje się dogadać ze skowronkiem


Dziś chcieliśmy podzielić się z Wami kolejną techniczną kwestią, którą próbujemy poukładać w naszym małżeństwie. Komentarze pod ostatnim wpisem uświadomiły nam, że warto pisać nawet o tym, co najbardziej przyziemne. Tym razem przyglądamy się temu, jak poprawić jakoś życia, gdy jedno jest skowronkiem, a drugie sową.

Jednocześnie bardzo prosimy Was o podzielenie się Waszymi doświadczeniami. Może macie jakieś pomysły lub refleksje w tym zakresie?

Ach śpij, kochanie…

Ostatnio zasmuciło mnie, że codziennie zasypiam sama. Koło poduszki leży puchaty zielony nosorożec, ale gdzież mu do mojego męża. Gdy jednemu z nas coś w naszym małżeństwie przestaje grać, to siadamy i rozmawiamy. Również i tym razem zaczęliśmy to analizować na naszej fice.

Wspólne zasypianie od zawsze było dla nas szczególnym momentem pełnym czułości. Co ciekawe udaje nam się cieszyć nim w lecie. Wtedy oboje mało śpimy, a mój dobowy rytm trochę dostosowuje się do rytmu Wojtka. Jednak przez większość roku funkcjonujemy jak klasyczny skowronek i sowa. Ja wstaję o 5 i idę spać o 23, choć wolałabym nawet wcześniej. Są dni, gdy padam o 21, rzadziej bywają takie, gdy na oparach ciągnę do północy. Wojtek chodzi spać po 1, wstaje zaś wtedy, gdy musi. Kompletny rozjazd. Zastanawialiśmy się, czy te odmienne dobowe rytmy nie działają negatywnie na nasze małżeństwo i doszliśmy do następujących wniosków.

Zmiana rytmu jest mało realna

Całe lata miałam wyrzuty sumienia, że zasypiam za wcześnie. Byłam nawet w tej sprawie u lekarza, ale powiedział mi, że tak mam i już. W końcu się z tym pogodziłam i przestałam męża za to przepraszać. Wojtek też raczej nie jest w stanie zasnąć tak wcześnie jak ja, co zaakceptowałam.


Jeżeli zdarzy się, że zasnę o 21, staram się już nie irytować na siebie. Traktuję się z delikatnością i przyjmuję, że mój organizm jest mądry i wie, co jest mu potrzebne. Im krótsze dni i gorsza pogoda, tym prawdopodobieństwo tego jest większe. Jednak jeżeli zależy mi na uniknięciu takiej sytuacji to nie czytam dzieciom na głos (nic mnie tak nie usypia jak własny głos czytający bajkę) i nie pokładam się na żadnej kanapie czy fotelu. Czasem specjalnie ucinam sobie drzemkę usypiając najmłodszego, ale jego łóżko jest tak małe, że zazwyczaj samoczynnie budzę się po kwadransie. Zauważyłam też, że regularne ćwiczenia i wieczorne krzątanie się po domu dodają mi energii tak akurat, żeby dobić do 23.00.

Co ciekawe pogoda i pora roku prawie nie działa na Wojtka, widocznie nie jest to żadną regułą.

Otwierają się przestrzenie czasu dla siebie


Gdy inni domownicy śpią, każde z nas ma czas dla siebie. Ja mogę się spokojnie pomodlić, poczytać i poćwiczyć, a w weekendy dodatkowo iść na długi spacer lub napisać artykuł. Wojtek wieczorami uczy się czegoś nowego albo nadrabia zaległości w ramach swojej służby dla innych. Jest czas, jest przestrzeń i cisza. Bardzo tego potrzebujemy.

Chcemy szanować sen drugiego


Żeby się nawzajem niepotrzebnie nie budzić, zabieramy wcześniej z sypialni wszystkie potrzebne rzeczy, nie włączamy głośnej muzyki, cicho zamykamy drzwi. Nawet nie wiecie jak głośno w nocy skrzypi stary parkiet.

Jednak chcemy przytulać się przed zaśnięciem


Zastanawialiśmy się jak zapewnić sobie (tak naprawdę głównie ja tego potrzebuję) choć trochę tej czułości przed zaśnięciem. Mój dobry mąż postanowił usypiać mnie tak jak usypiamy dzieci, czyli kłaść się koło mnie na chwilę. I to już daje mi upragnione poczucie bezpieczeństwa i „zaopiekowania”.

Zależy nam na wspólnym czasie


Żeby nie mieć poczucia, że za dużo czasu spędzamy osobno, dbamy o wspólny czas. To nam daje konieczną równowagę. Nie zawsze wychodzi, ale jak Wańka-Wstańka, wciąż do tego wracamy i dostosowujemy do obecnej sytuacji.

Zależy nam na naszych intymnych spotkaniach

Każda para ma swoje potrzeby i rytm, które wraz z upływem lat mogą się zmieniać. Trzeba o tym rozmawiać. Kiedy chcielibyśmy się kochać, jak często i w jaki sposób, czy marzy nam się spontaniczność, czy wolimy się umawiać na miłość. To jest temat rzeka. Metodą prób i błędów tę dziedzinę sobie poukładaliśmy tak, żeby oddzielne zasypianie nie stało się przeszkodą. Dzięki temu sowa i skowronek mają szansę na częste spotkania.

Dla zaniepokojonych… tak, to jest Wojtek z czasów, gdy nie zamarzyła mu się broda i łysa czaszka:-)

A może od czasu do czasu zasnąć razem?

Doszliśmy do wniosku, że jeden dzień w tygodniu postaramy się spotkać gdzieś pośrodku. Zobaczymy jak to wyjdzie.

A jak jest u Was? Macie z tym problemy? Wymyślicie na to jakieś sposoby?

Jeden komentarz do “Jak sowa próbuje się dogadać ze skowronkiem

  1. Temat bardzo potrzebny i ważny. Mamy podobnie. Dziękuję za pomysł z „usypianiem” żony przez męża. Uważam, że to strzał w 10! 🙂 może uda nam się spróbować to wdrożyć. Ja często chodzę spać ok.22 lub przed 22, i tak już mam. Mąż zazwyczaj później… A on wstaje wcześniej, ja śpię „do oporu „, czyli 6.30 (jak mały synek mnie obudzi, lub trzeba wstawać szykować dzieci do szkoly), choć dla mnie to wciąż „środek nocy”;) mam bardzo dużą potrzebę snu… ale już to wiem i akceptuję. Mąż zazwyczaj też;) pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Powrót do góry