Miłość nie szuka poklasku, nie unosi się pychą

Przygotowywanie tekstów z serii „Hymn o miłości” jest ogromnie ciekawym doświadczeniem. W pierwszej kolejności rzuca światło na coraz to inne aspekty miłości i ich znaczenie, pozwalając doświadczyć, niekiedy boleśnie, własnej ułomności. Piszemy o zazdrości i zaczynamy dokładnie dostrzegać, kiedy jesteśmy zazdrośni. Piszemy o nieunoszeniu się pychą i zaczynamy dostrzegać, jak często liczymy tylko na własne siły.

Znaczenie

Grecki termin περπερευεται oznacza bycie chełpliwym, zarozumiałym. Co ciekawe, podobno nie występuje nigdzie indziej w Biblii. Słowo φυσιουται oznacza zaś dosłownie nadmuchanie, wysadzenie w powietrze lub spowodowanie puchnięcia. Mówiąc obrazowo, termin ten opisuje wznoszenie się wysoko lub pękanie z dumy. My mamy od razu przed oczami rozdętą do granic możliwości ropuchę lub przechadzającego się dumnie pawia.

Synonimami tego stanu są arogancja, zarozumiałość i próżność. Jak widzicie, wszystkie te słowa wyrażają ideę zawyżonej opinii o własnej ważności i wyższości.

W dzisiejszym wpisie połączyliśmy dwie kolejne cechy, bo wydają się być dwoma stronami tej samej monety. Szukanie poklasku to bowiem określony sposób zachowania, który wynika z pychy. Pycha jest więc sposobem myślenia i postrzegania własnej osoby, a szukanie poklasku działaniem z niej wynikającym.

Święty Paweł pisze, jaka prawdziwa miłość nie jest. Skoro się nie przechwala i nie szuka poklasku, powinna być skromna. Jeśli ma nie unosić się pychą, powinna być pokorna.

Miłość nie szuka poklasku

Miłość, która nie szuka poklasku, która się nie przechwala, to miłość realizowana w domowym zaciszu, bez rozgłosu, bez świateł reflektorów. To wszystkie drobne gesty, jakie wykonujemy. Nie po to, by nas dostrzeżono i pochwalono, lecz z pragnienia dobra drugiej osoby.

Miłość jest nocnym wstawaniem do dzieci, codziennym gotowaniem, zbieraniem porozrzucanych rzeczy, siedzeniem do późna, by zrobić coś dla drugiego. Bez mówienia o tym wszystkim naokoło, bez licytowania się, kto ma gorzej i ciężej.

Ci, którzy naprawdę odzwierciedlają biblijną miłość, nie uważają się za lepszych od innych, więc nie mają potrzeby przechwalania się. Nie oznacza to, że nie mamy dzielić się z bliskimi tym, co nam się udało. Istota tkwi w naszych intencjach. „W intencjach serca mają swoje źródło pragnienia i najgłębsze decyzje, które naprawdę nas pobudzają” (Adhortacja astolska „Gaudete et exsultate” Ojciec św. Franciszek). Sam wiesz najlepiej, jakie są Twoje intencje i co stoi u podstaw Twoich działań.

W tym kontekście musicie wybaczyć nam wszystkie osobiste wtręty w artykułach na temat naszego małżeństwa. Bardzo staramy się dodawać je nie dla poklasku, a dla przykładu.

Miłość nie unosi się pychą

Słowo „pycha” pochodzi od słowa oznaczającego „dążenie ponad”. To akurat jest pozytywne i stoi u podstaw rozwoju. Człowiek, który nie próbuje przekraczać siebie, karłowacieje. Powinniśmy być jednak ostrożni, aby nasze działania mające na celu dążenie ponad to, kim jesteśmy, nie doprowadziły nas do bycia pysznym.

Pycha jest szczególnie zdradliwa i groźna, ponieważ często trudno nam ją uchwycić. Mówi się, że stoi u podstaw wszystkich innych grzechów. Święty Augustyn pisał: „Staraj się dociec, na czym polega każdy grzech, i zobaczysz, czy potrafisz znaleźć jakiś, który nie mógłby być określony jako pycha. Rozumowanie jest tu takie: każdy grzech, jeśli się nie mylę, jest wyrazem pogardy wobec Boga, a wszelką postacią pogardy wobec Boga jest pycha. Cóż bowiem jest większym wyrazem pychy niż pogarda Boga? Każdy zatem grzech jest pychą”.

Jak pisze ks. Stanisław Biel SJ w książce „Równowaga duchowa. Wokół siedmiu grzechów głównych” pycha wyraża się przede wszystkim w relacjach. W stosunku do Boga często prowadzi do Jego negacji i odrzucenia. Człowiek pyszny sam siebie uważa za boga i centrum świata. Sądzi, że jest niezależny i wszechmocny.

Gdy idziemy po ścieżce rozwoju możemy nawet nie zauważyć, gdy w głębi naszej duszy pojawi się ciche przekonanie, że oto jesteśmy tacy fantastyczni, wszystko już idzie nam dobrze, panujemy nad swoimi słabościami.

Dlatego trudne doświadczenia i poczucie niemocy są nam wyjątkowo potrzebne. Dzięki nim możemy doświadczać, że nie jesteśmy samowystarczalni.

Pyszny faryzeusz i pokorny celnik

To niesamowite, że akurat dzisiaj jest Ewangelia o pysznym faryzeuszu i pokornym celniku (Łk 18, 9-14). „Przypowieść Jezusa o faryzeuszu i celniku trafnie punktuje różnice między pychą a pokorą, prawdą o sobie. Modlitwa faryzeusza za fasadą pobożności okazuje się „bezbożna”. Bóg jest jedynie przykrywką dla zadufanego w sobie „ja”. Religia jest mu potrzebna, by się dowartościować, wywyższyć. Ten człowiek o nic Boga nie prosi, niczego od Niego nie oczekuje. Uwypukla osiągnięcia, a pomija słabości i błędy. Celnik stoi przed Bogiem jak żebrak, zawstydzony i pełen skruchy, gdyż zrozumiał swój grzech. Wie, że grzech czyni go dalekim od Boga. Nie usprawiedliwia się ani nie porównuje z innymi, jak czynił faryzeusz. Nie czuje się lepszy przez kontrast z innymi. Ma świadomość, że potrzebuje Boga, Jego miłosierdzia i łaski, by móc żyć inaczej. Jego modlitwa, słowa i postawa świadczą o pokornej miłości” (ks. S. Biel).

Pychę może pokonać tylko miłość. „Miłość i pycha są sobie przeciwne: jeśliby człowiek pyszny kochał, straciłby swoją pychę, ponieważ miłość domaga się wyjścia z siebie i stwierdzenia, że sami sobie nie wystarczamy, a przede wszystkim, że inny interesuje nas bardziej niż my sami” (G. Cucci)”.

Ty interesujesz mnie bardziej niż ja sam

Fragment przytoczonego powyżej cytatu mógłby stanowić motto dla każdego z nas, który pragnie walczyć z pychą w swoim małżeństwie i wszystkich relacjach.

Ta walka może przejawiać się w tym, że zdam sobie sprawę, że moje pomysły, oczekiwania i sposoby robienia rzeczy nie są lepsze lub bardziej poprawne niż pomysły współmałżonka. Również w tym, że nie będę lekceważyć myśli, uczuć i potrzeb małżonka oraz że codziennie od nowa będę podejmować trud, kierując się dobrem drugiego.

Czy Twoja miłość szuka poklasku i czy unosi się pychą?

Jeśli masz chęć, możesz w najbliższych dniach przemyśleć następujące kwestie lub po prostu mieć przed oczami wielką, nadętą ropuchę.

  1. Jakie są Twoje intencje? Spróbuj przyglądać się, czy Twoje działania i słowa wynikają z czystych intencji, czy może są one nieszczere? Może Twoją motywacją jest chęć imponowania innym? Może obawiasz się mówić prawdę z obawy przed tym, że inni źle o Tobie pomyślą?
  2. Czy uważasz swoje pomysły i sposób widzenia świata za lepszy niż widzenie Twojego małżonka?
  3. Czy potrafisz podejmować działania na rzecz najbliższych w milczeniu, bez czekania na pochwałę?

Komentarze

  1. Ewa Wenge

    Maju Wojtku
    Cudowny wpis!
    Oj ta pycha….czesto Tak ukryta w nas……podobno umiera Jako ostatnia -nawet Po czlowieku -tak mi ksiadz przy spowiedzi powiedzial.
    Niech Was wszystkich nasz cudowny i wierny Bog prowadzi .Ewa

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *