Racja czy relacja, czyli dlaczego trudno nam słuchać

Natalia przygotowała dla nas kolejny wpis, w którym wchodzi głębiej w istotę komunikacji i przeszkody, jakie stają nam na drodze. Poza tym w treści znajduje się konkurs. Kto pierwszy, ten lepszy! My tymczasem przygotowujemy rekolekcje.

Dzisiaj chciałabym, abyśmy przyjrzeli się temu, dlaczego tak trudno jest słuchać. Powstrzymamy się jednak od zbyt szybkiego szukania rozwiązań. Bardziej chciałabym Was zaprosić do odważnego popatrzenia jak jest naprawdę, nie po to, by się zniechęcić lub zasmucić, ale aby zmienić swoje przekonania, perspektywę i rangę komunikacyjnych porażek.

Słuchanie przed mówieniem

Znacie zapewne ten zwrot. Jest piękny i mądry, ale jego powierzchowna interpretacja może spowodować, że przepaść między nami będzie się powiększać. Będziemy kulturalnymi rozmówcami przestrzegającymi komunikacyjnego savoir-vivre, ale nasze relacje nie będą głębsze, szczęśliwsze, pełne wzajemnego zrozumienia. Poniższe pytania pokażą Wam o co mi chodzi. Spróbujcie sobie na nie odpowiedzieć:

  1. Słucham, czy myślę już nad moją odpowiedzią i układam inteligentną ripostę?
  2. Słucham, czy próbuję opanować swoją irytację, bo się z czymś nie zgodziłam/-em?
  3. Słucham, czy po prostu siedzę nadal przy rozmówcy, bo jestem bezradny/-a wobec tematu?
  4. Słucham, czy właściwie to nie muszę, bo przecież z góry wiem, co rozmówca chce powiedzieć?

Dialogowa zasada „słuchanie przed mówieniem” nie jest jedynie zaproszeniem do wyprzedzania się w uprzejmości „Ty mów pierwszy”. Jej istotą nie jest też tylko uczenie się nieprzerywania (słyszałam rozmowy, w których małżonkowie sobie nie przerywają, lecz nie słuchają siebie nawzajem, jak również rozmowy, w których wchodzą sobie w zdanie, a jednak obdarowują się zrozumieniem i uważnością). Nie chodzi również o skoncentrowanie się na opanowywaniu emocji i traktowanie ich jako niepożądanych w skutecznej komunikacji, ponieważ może to prowadzić tylko do zamrożenia emocji i zablokuje proces rozwiązywania problemu.

Tylko rzeczy oswojone nadają się do poznania

Czy wiecie kto do kogo to powiedział? I w jakiej książce? Osoba, która pierwsza umieści odpowiedź w komentarzu i poda nam mailem adres, wygra książkę. Czekamy na odpowiedzi.

Osobiście, właśnie to zdanie dodałabym do „dialogowego przykazania”. Również z uwagi na bogactwo znaczenia, bo to bardzo pomaga nam poszerzyć nasze serce. Wydaje mi się, że źródłem frustracji w naszej małżeńskiej komunikacji jest fakt, że próbujemy zbudować porozumienie podczas gry w lingwistycznego ping-ponga. I oto nadajemy i odbieramy komunikaty. Słyszymy tylko to, co druga strona mówi, a nie słyszymy, co chce przez to powiedzieć. Odkodowujemy komunikat drugiej strony w naszym wewnętrznym dialogu i szybko odbijamy piłeczkę. 

Nasza rozmowa nie poprawi się, gdy zrezygnujemy ze złośliwych zagrywek i gdy będziemy przestrzegać reguł gry. Do ruszenia z miejsca potrzebne nam zatrzymanie. Wspólne uważne obejrzenie piłeczki, czyli oswojenie rzeczy, która jest przedmiotem naszej dyskusji. W następnej kolejności oglądamy po kolei każdą z paletek, z czego jest wykonana, jakimi priorytetami się kieruje, jakie ma mocne i słabe strony. Przyglądamy się też technice każdego z graczy, co ceni najbardziej, jakie wybiera strategie.

Odróżnianie potrzeby od strategii

Gdy zatrzymamy się w taki sposób nad naszym przykładowym dialogiem z zamieszczonego wcześniej artykułu, co możemy tam dostrzec? Na pierwszy rzut oka wydawać by się mogło, że piłeczką, czyli przedmiotem dyskusji są plany na najbliższy wieczór. Gdy jednak zaczniemy przyglądać się uważniej, dostrzec możemy, że raczej jest to próba poszukiwania wspólnoty, współpracy, empatii, odpoczynku, autonomii. Plany na wieczór to strategia. Każdy z rozmówców ma jakiś poziom dyskomfortu, spowodowany niezaspokojonymi potrzebami. Napięcie może wynikać z tego, że zaczęli rozmowę od strategii, a nie od zakomunikowania, a może nawet uświadomienia sobie swoich autentycznych potrzeb.

Spójrzmy na paletkę i technikę gry męża, jego najbardziej niezaspokojona potrzebą może być potrzeba więzi (strategia: kolacja z żoną), autonomii (strategia: wyjście z domu na tę kolację), odpoczynku (strategia: do restauracji idę bez dzieci, nie gotuję w domu i nie sprzątam po gotowaniu).

Spójrzmy na paletkę i technikę gry żony, jej najbardziej niezaspokojona potrzebą może być potrzeba porządku, harmonii (strategia: ustaliła plany wakacyjne, chce wieczorem prasować), odpoczynku (strategia: odpocząć w domu, nie trudzić się makijażem i ubieraniem, by wyjść do restauracji), bezpieczeństwa (strategia: ograniczać wydatki), piękna (strategia: zaoszczędzić na kupno nowej kanapy).

Każde małżeństwo ma swój czerwony guzik

Mam takie podejrzenie, że każde małżeństwo ma swój czerwony guzik. To taki przycisk, który uruchamia naszego małżeńskiego ping-ponga. W konkretnym małżeństwie te dialogi zazwyczaj wyglądają bardzo podobnie, dotyczą jednego lub dwóch tematów, schemat rozgrywki jest zazwyczaj taki sam, prowadzi nas w ten sam ślepy zaułek. Trudno to czasem zauważyć, bo każde małżeństwo ma swój własny guzik i swój własny schemat.

Jaki guzik może mieć nasze przykładowe małżeństwo?

Ulubioną strategią żony na potrzebę bezpieczeństwa jest planowanie. Gdyby miesiąc wcześniej mąż ustalił ten termin kolacji, stałaby teraz ubrana i gotowa do wyjścia. Spontaniczna propozycja męża uruchamiać może w niej lęk, podświadomie traci poczucie bezpieczeństwa. Sympatyczne zaproszenie na kolację staje się dla niej dowodem na beztroskę i niedojrzałość małżonka, stąd na przykład zagrywka z kanapą.

Mąż jest w ciągłym poszukiwaniu strategii na zaspokojenie potrzeby uznania i bliskości. Dużo czasu spędza w pracy, stara się zarobić na rodzinne wydatki. Widzi, że odkąd mają dzieci coraz mniej czasu spędzają tylko we dwoje.

Najprawdopodobniej czerwonym guzikiem tego małżeństwa będzie zetknięcie się frontu spontaniczności z planowaniem w połączeniu ze zderzeniem różnic w hierarchii finansowo-rodzinnej.

Czyli podobna kłótnia może zdarzyć się wtedy, gdy mąż zrobi niespodziankę żonie i podczas wyjazdu dzieci na kolonie, zamiast planowanego malowania pokoi dzieci, zabierze ją do spa. Wtedy też im zagraża czerwony guzik, pomimo takich pięknych okoliczności.

W górę serca, prawda to droga do wolności

Co jest ważne? Aby nie budować porozumienia przy stole ping-pongowym. Aby nie podejmować decyzji małżeńskich, rodzinnych na podstawie liczby wygranych setów. 

Gdy już zdacie sobie sprawę z tego, co jest czerwonym guzikiem w Waszym małżeństwie, nadal będzie się Wam zdarzało go naciskać, pomimo najszczerszych chęci budowania szacunku, zrozumienia i miłości w Waszym małżeństwie. Może też się zdarzyć, że pomimo świadomości, że czerwony guzik uruchamia ping-ponga, nie uda Wam się zatrzymać tych małżeńskich rozgrywek. Jednak ani guzik, ani ping-pong nie muszą zagrażać Waszej miłości i jedności. To jest droga, odkrywania prawdy o sobie, o małżonku, o Waszym małżeństwie. Nawet jeżeli jeszcze nie potrafimy powstrzymać wciskania guzika lub powstrzymać języka w ping-pongu, to możemy zmienić patrzenie na to, co nam się przydarza. Cierpliwie i z miłością oswajać rzeczy.

Komentarze

  1. Agijka

    Przychodzi mi na myśl Mały Książę w książce Antoine de Saint-Exupéry- że to lis powiedział te słowa do Małego Księcia.

    Ps. Dzięki za tekst. Ciekawe 4 pytania dot. słuchania!

  2. ROZSTRZYGNIĘCIE KONKURSU
    Bardzo się cieszę z tylu poprawnych odpowiedzi. Zaciekawiło mnie również, czy Malina cytował Lisa w „Oswojone”, będę szukać tej Jego książki 🙂
    Pani Agnieszko, dziękuję za najszybsze skojarzenie z Małym Księciem.
    Konkurs wygrywa Pani Joanna Sobczak. Była to pierwsza pełna poprawna odpowiedź i Pani Joanna spełniła wszystkie konkursowe wytyczne. Serdecznie gratuluję!!! Z wielką radością wysyłam jutro do Pani obiecaną książkę. Będzie to oczywiście „Mały Książę” ubogacony pięknymi ilustracjami Manueli Adreani, mam nadzieję że nagroda sprawi Pani radość.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *