Dobre słowa i odpowiednie prezenty

Uświadomiliśmy sobie, że większość dotychczasowych wyzwań pisana była w kluczu języków miłości. Powitania w styczniuokazywanie sobie czułości w kwietniu wpisuje się w język miłości o nazwie czuły dotyk. Kwadrans we dwoje z lutegorandki z maja to język miłości wspólny czas. Dziękowanie z wyzwania marcowegoszukanie dobra (o ile zostanie zwerbalizowane) z lipca to znowu dobre, wspierające słowa.

Nie było jeszcze wyzwań wpisujących się w języki: prezenty i dobre uczynki. Pewnie dlatego, że są to języki miłości, którymi komunikujemy się najrzadziej, więc podświadomie uznaliśmy je za mniej ważne. Nie była to z naszej strony żadna świadoma strategia. Lubimy dawać i otrzymywać prezenty, a gdy jedno wyręczy drugie w wykonaniu jakiegoś obowiązku, jest to bardzo miłe. Jednak zdaliśmy sobie sprawę, że nie wpływa to znacząco na poziom wypełnienia naszego emocjonalnego zbiornika. Ponieważ jednak nasi czytelnicy mają różne języki miłości, postaramy się wziąć te dwa pozostałe pod uwagę, konstruując dalsze wyzwania.

Teoria języków miłości może też tłumaczyć, dlaczego niektóre wyzwania mogły mieć większy wpływ na Waszą relację małżeńską niż inne.

Ciekawi jesteśmy, które z dotychczasowych wyzwań było dla Was szczególnie ważne. Odpowiedź może być różna dla każdego z małżonków.

Dobre słowa

Dziś chcemy szerzej omówić  język miłości, który Gary Chapman nazywa słowami afirmacji, a my roboczo dobrymi słowami.

Brak czułych, dobrych słów działa na małżeństwo niszcząco. Szczególnie jednak bolesne będzie dla osób, dla których dobre słowa są podstawowym językiem miłości. Jeszcze gorsze konsekwencje będą wywoływały słowa krytyki, narzekanie, utyskiwanie. Nikt nie lubi być oskarżany czy krytykowany, jednak dla osób posługujących się tym językiem miłości, złe słowa będą jak strzały prosto w serce.

Każdy język miłości ma kilka dialektów. Oznacza to, że u różnych osób, w różnym stopniu, konkretne zachowanie wpisujące się w określony język miłości, będzie w różnym stopniu wpływało na poczucie bycia kochanym. W obrębie języka miłości może wyróżnić następujące dialekty: komplementy, słowa wparcia i zachęty, dziękowanie.

Komplementy

Większość osób, chyba szczególnie kobiet, ceni sobie słowa uznania dotyczące ich wyglądu. Nie ma w tym nic złego, nie świadczy o próżności, lecz naturalnej chęci podobania się, szczególnie swojemu mężowi. „Pięknie dzis wyglądasz, kochanie!”. „Bardzo mi się podobasz”. „Uwielbiam Twoje oczy”. Prosto i szczerze. Często i z entuzjazmem.

Komplementy to zarówno zauważanie tego, jak pięknie i atrakcyjnie małżonek wygląda, ale również dostrzeganie jego mocnych stron czy starań. Gdy znajduje czas na rozwój intelektualny, gdy zachwyca swoją wiedzą czy umiejętnościami. Ja z fascynacją słucham, jak Wojtek tłumaczy dzieciom świat, opisuje zjawiska fizyczne i chemiczne. Staram się wyrazić moje uznanie werbalnie.

Ważne jest, by doceniać to, co małżonek dla nas robi, by ciągle to zauważać, zamiast przejmować  za oczywiste. Pamiętać, by powiedzieć: „Ugotowałeś pyszny obiad. Jesteś świetnym kucharzem” czy „Doceniam, że mimo zmęczenia i braku czasu,  zaplanowałaś nasze wakacje”.

Zachęta i wsparcie

Cenne są też słowa zachęty i wparcia. Kto, jak nie my, powinien znać mocne strony naszych małżonków? Czy mówimy im o nich?

Czasem jedno słowo zachęty spowoduje, ze małżonek odważy się zrobić coś, czego się lęka lub o czym marzy, lecz myśli, że jest niewystarczająco dobry. 10 lat temu zdecydowałam się zostawić pracę na etacie tylko dlatego, że Wojtek powiedział, że na pewno dam sobie radę. Bez jego wsparcia nie zaryzykowałabym. Teraz znowu wzmagam się z trudnymi wyborami, a jego słowa dają mi silne poczucie bezpieczeństwa. Cokolwiek się nie wydarzy, on jest ze mną i wierzy we mnie. Mogę na niego liczyć.

Dziękowanie

Kolejnym dialektem jest dziękowanie. Dużo na ten temat znajdziecie w artykułach z marca, do których lektury zachęcamy.

Ważne, by słowa afirmacji były szczere. Jeżeli nie jest to nasz podstawowy język miłości, może być nam trudno o spontaniczne wyrażanie wsparcia, wdzięczności czy komplementowanie. Spróbujcie na początek od ćwiczenia polegającego na zauważaniu jednej rzeczy dziennie. Np. podziękowaniu za trud czy skomplementowaniu wyglądu. Z czasem będzie Wam to coraz łatwiej przychodzić.

Odpowiednie prezenty

Znamy kobietę, której głównym językiem miłości są prezenty. Na jednym palcu nosi kilka cennych pierścionków od męża i to ją uszczęśliwia. Ma zawsze przy sobie wizualny dowód jego miłości.

Dawanie prezentów wydaje się stosunkowo łatwym językiem miłości, może jednak rodzić pewne problemy.

Co dawać?

Ważne jest, by dawać to, co małżonek faktycznie chciałby dostać, a nie to, co nam się podoba. Ustalenie tego może wymagać nieco zachodu, ale warto! Zastanów się, może małżonek coś kolekcjonuje? Może jest zapalonym rowerzystą i z wdzięcznością przyjmie kolejny gadżet do roweru? Obserwuj na wspólnych zakupach, na co zwraca uwagę, może to Cię zainspiruje. Jakiej muzyki słucha, co czyta, jaką biżuterię nosi, jakich kosmetyków używa? Prezentem może  być też zafundowanie jakiegoś przeżycia.  Im bardziej spersonalizowany prezent, tym bardziej kochana czuje się obdarowana osoba.

Jak cenne mają być prezenty?

To oczywiście zależy od Waszych możliwości finansowych, ale także od podejścia do wydawania pieniędzy. Jeżeli jesteś z natury hojny, wydawanie  pieniędzy nie będzie dla ciebie trudne. Gorzej, jeśli okaże się, że kupując je, przekraczasz Wasz domowy budżet. Jeżeli należysz do osób oszczędnych, może spróbujesz spojrzeć na wydatki na prezenty jako na inwestycję w dobrostan Waszego małżeństwa?

Inna sprawa, że prezenty nie muszą być kosztowne. Co więcej, mogą nic nie kosztować. Bukiet zerwany na łące, drobiazg własnoręcznie zrobiony, liścik ukryty w teczce…. możliwości jest wiele.

Żadna chyba kobieta nie wzgardzi bukietem kwiatów. Równie cenny będzie bukiecik kupiony od działkowiczki i związany gumką recepturką jak wymyślny bukiet z kwiaciarni (choć na rocznicę ślubu mąż może bardziej zaszaleć).

Dla osoby, której językiem miłości są prezenty, ważne jest również to, by prezenty nie były dawane tylko z określonych okazji, ale również znienacka, zupełnie bez okazji.

Po ślubie połączyliśmy nasze finanse, widzimy więc na bieżąco wszystkie wpłaty i wypłaty na kontach. Aby zachować element niespodzianki w zakresie prezentów, fundujemy je sobie z kieszonkowego, czyli kwoty, którą wypłacamy sobie co miesiąc, a o której przeznaczeniu każdy z nas decyduje indywidualnie. Taki prezent z kieszonkowego ma jeszcze większą moc.

Konsumpcjonizm czy potrzeba serca?

Odkryliśmy ostatnio, że językiem miłości jednego z naszych dzieci są prezenty. I że bardzo trudno nam okazywać w ten sposób miłość. Staramy się wychowywać dzieci w taki sposób, aby rozumiały wartość pieniądza, by umiały dzielić się z innymi, by nie gromadziły zbyt wiele. Staramy się im pokazywać Boże aspekty zarządzania pieniędzmi.

Kupowanie prezentów bez okazji i gromadzenie rzeczy, nie do końca wpisywały się nam w ten schemat. Tymczasem nasze dziecko ewidentnie tego potrzebuje. Na pewno bardziej niż pozostałe. Gdy otrzyma jakiś prezent promienieje i mówi o poczucie bycia kochanym. Dlatego staramy się teraz ofiarowywać drobiazgi, które sprawiają, że czuje się bardziej kochane. Taka kolejna inwestycja. Na szczęście nasze dziecko ma w sobie dużą gotowość pomagania biedniejszym od siebie i to chcemy wzmacniać.

Dar z serca

Na rekolekcjach, podczas jednej z konferencji, Natalia opowiedziała nam, za Marshallem Rosenbergiem, piękną historię. Może ona być cudowną inspiracją do tego, jak dawać. Nie tylko rzeczy materialne, ale również czas, troskę i uwagę.
Wszedłem do poczekalni dworca autobusowego i zobaczyłem starszego pana, prawdopodobnie pracownika farmy, trzymającego pomarańczę. Wyglądało na to, że niedawno skończył posiłek, ponieważ w pustej papierowej torbie pozostawała tylko jedna pomarańcza. Po chwili po przeciwnej stronie w poczekalni dostrzegłem kobietę z małym chłopcem na ręku. Chłopiec miał wzrok wbity w pomarańczę. Starszy pan zauważył to. Natychmiast podniósł się i ruszył w jego stronę. Gdy stanął obok chłopca, spojrzeniem poprosił jego mamę o pozwolenie na poczęstowanie dziecka owocem. W odpowiedzi ona uśmiechnęła się przyzwalająco. Starszy pan obiema dłońmi podniósł pomarańczę do ust, pocałował ją i podał chłopcu.

Wrócił na swoje miejsce, a ja usiadłem obok niego, by powiedzieć jak bardzo poruszyła mnie ta scena. Uśmiechnął się, wyraźnie zadowolony z wyrażonego uznania dla swojego zachowania. „Poruszyło mnie zwłaszcza to, że pocałował pan pomarańczę przed podaniem jej chłopcu” powiedziałem. Przez chwilę milczał z poważnym wyrazem twarzy, aż w końcu odpowiedział mi tymi słowami: „żyję na świecie sześćdziesiąt pięć lat i jeśli czegoś się w życiu nauczyłem, to tego, by nikomu niczego nie dawać, jeśli mój dar nie płynie prosto z serca”.

Komentarze

  1. Remi

    Ten wpis kojarzy mi się z cytatem z Biblii: „Pozyskujcie sobie przyjaciół niegodziwą mamoną”. Aby w codziennych walce o to jak związać koniec z końcem nie zapomnieć się i mieć jaką sumę przeznaczoną na sprawianie przyjemności ukochanej. Jeśli cała kasa jest wydana rozsądnie to jest to nierozsądne bo zapominamy o sprawianiu przyjemności najbliższym. A ta przyjemność później się przekłada w coś czego nie da rady kupić, za żadne pieniądze. Nie ma wiec co oszczędzać.

    Szczególnym rodzajem prezentu jest to gdy jeden z małżonków chce więcej wydać na mieszkanie, aby coś upiększyć, czy, żeby bardziej chciało się przebywać, a dla drugiego małżonka takie wydatki są niezrozumiałe. Tymczasem faktycznie okazuje się, że życie rodzinne bardzo zyskuje gdy wszyscy czują, że nasze mieszkanie jest nie tylko sypialnią, ale świątynią spotkań rodzinnych.

    Szczególnym rodzajem wydatku na który warto się zmobilizować są kiecki itp. – mamy wtedy podwójną zaletę, żona zadowolona, że fajnie wygląda a mąż też, bo każdy mężczyzna lubi popatrzeć na pięknie ubraną żonę.

    Odkąd odkryłem funkcję dodawania komentarzy, chyba zaczynam ich dodawać ich zbyt dużo. Jakby co to możecie usuwać je bez informowania mnie.

    1. Maja Pietkiewicz

      Remik, uwielbiamy Twoje komentarze, bo dużo wnoszą.
      Ten fragment o kieckach to powinien być obowiązkowy dla każdego męża. Jak to mówiła reklama, przyjemność sprawiona żonie… bezcenna.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *